Jaka jest obecnie sytuacja warszawskich szpitali, dla których miasto jest podmiotem tworzącym?
Pod względem posiadanego potencjału jest stabilna. Oczywiście pojawiają się przejściowe trudności z zapewnieniem kadry, które powodują napięcia. Często trudno jest zapewnić ciągłość pracy we wszystkich obszarach szpitala, bo to wymaga skoordynowania pracy całego personelu medycznego. Lekarze to jedno, pielęgniarki i ratownicy medyczni to drugie, ale potrzebni są również diagności, farmaceuci i przedstawiciele innych zawodów medycznych.
Jedni bez drugich nie mogą sprawnie funkcjonować, bo proces diagnostyczno-terapeutyczny angażuje ludzi o różnych kompetencjach. Mam ponad 23-letnie doświadczenie w zarządzaniu podmiotami leczniczymi, więc wiem, z czym to się wiąże. Jeżeli w jakimkolwiek miejscu następuje przerwanie ogniwa, burzy się cały łańcuch, co może doprowadzić do zachwiania płynności czy dostępności udzielanych świadczeń.
Obserwujemy pogarszające się wyniki finansowe
Czy pacjenci mają zapewniony niezakłócony dostęp do świadczeń w miejskich szpitalach?
Wszystkie szpitale pracują bez zakłóceń, udzielając świadczeń całodobowo – tak, jak obligują je umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Dyrektorzy nie zgłaszają obecnie większych problemów z zapewnieniem ciągłości pracy. Oczywiście nie chodzi wyłącznie o zapewnienie odpowiedniej obsady kadrowej. Równie istotna jest niezawodność infrastruktury i sprzętu, bo awaria głównych analizatorów laboratoryjnych, serwerów czy innej kluczowej aparatury może zaburzyć cały proces pracy szpitala. To są właśnie problemy dnia codziennego, z którymi trzeba się liczyć.
Jak na tym tle wygląda sytuacja finansowa miejskich szpitali?
Są szpitale, które mają istotne problemy, ale też takie, które finansowo radzą sobie relatywnie dobrze, ale słowo relatywnie jest kluczowe, bowiem w niemal wszystkich podmiotach leczniczych obserwujemy pogarszające się wyniki finansowe, dużą pulę nierozliczonych nadwykonań, a w konsekwencji zachwianie płynności finansowej.
Ujemny wynik finansowy nie zawsze świadczy o nieskutecznym zarządzaniu przez dyrektora czy prezesa. Na kondycję placówki wpływa między innymi struktura udzielanych świadczeń, zakres kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, wycena świadczeń ustalana na poziomie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, zdolność płatnicza Narodowego Funduszu Zdrowia, czy też oferta sąsiadujących podmiotów leczniczych. Mówię tu o dostępności do świadczeń w rozkładzie terytorialnym.
Czytaj więcej
Zespół kontrolny zakończył weryfikację liczby godzin przepracowanych przez lek. Dawida Kacprzyka w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie. Wyniki kontrol...
Miasto jest podmiotem tworzącym dla tych szpitali. Ile może zrobić samorząd, gdy placówki mierzą się z problemami finansowymi, kadrowymi czy organizacyjnymi?
Nie chciałabym tego nazywać rozproszoną odpowiedzialnością, natomiast to, czy szpital sobie radzi i realizuje swoje zadania w sposób niezakłócony, zależy nie tylko od działań organu tworzącego. Z całą pewnością tę rzeczywistość kreują również uwarunkowania systemowe – porządek prawny, regulacje na poziomie centralnym i Narodowego Funduszu Zdrowia, koszyk świadczeń gwarantowanych czy wycena świadczeń. Wszystkie te czynniki wpływają na funkcjonowanie placówki, ale znaczenie ma również sprawność zarządzania przez dyrektora czy zarząd szpitala.
Nie można wszystkich bolączek, z którymi mierzą się podmioty lecznicze, zrzucać wyłącznie na rozwiązania systemowe, bo byłoby to nieprawdziwe i krzywdzące. Jednocześnie sam dyrektor nie odpowiada za wszystko. Ogromną rolę odgrywają kadry menedżerskie na niższym szczeblu – ordynatorzy, kierownicy klinik czy poszczególnych komórek organizacyjnych. Każdy z tych poziomów ma określone zadania. Jeżeli na którymkolwiek pojawia się problem, czy opór przed wdrożeniem zmian, wcześniej czy później przekłada się to na funkcjonowanie całego szpitala.
Audyt wykazał problem związany z kontrolą czasu pracy
Audyty w Szpitalu Południowym i innych miejskich placówkach wykazały szereg nieprawidłowości. Czy to oznacza, że dotychczasowy system nadzoru nad szpitalami nie zadziałał?
Nie pokuszę się o taką ocenę. Nie powiem, że narzędzia czy mechanizmy kontrolne zawiodły, ponieważ nie pełniłam wówczas funkcji, którą pełnię dzisiaj i nie byłam świadkiem tych wydarzeń. Mam natomiast zaufanie do systemu kontrolno-audytowego i osób, które wykonują te zadania. Zapoznałam się z wynikami audytów przeprowadzonych w ostatnich tygodniach zarówno w Szpitalu Południowym, jak i innych miejskich szpitalach posiadających SOR-y. Jestem przekonana, że zostały przeprowadzone rzetelnie i wnikliwie.
Jednym z najważniejszych ustaleń były nieprawidłowości dotyczące czasu pracy lekarzy. O pracy ponad siły mówi się od lat. Dlaczego ten problem nie został wychwycony wcześniej?
Audyt czy kontrola z reguły mają określony zakres i badają konkretny obszar. Jeżeli nie jest to kontrola kompleksowa, nie obejmuje całego funkcjonowania szpitala. Nie wiem, jaki był zakres wcześniejszych audytów, ani z jakiego powodu kwestia rejestracji i kontroli czasu pracy nie została w nich objęta oceną. Nie czuję się też właściwą osobą do rozliczania kontrolerów czy audytorów.
Natomiast sam problem czasu pracy jest rzeczywiście obecny od dawna. W ciągu ostatnich kilkunastu lat w całej Polsce wyraźnie przeszliśmy od modelu etatowego do pracy opartej w dużej mierze na umowach cywilnoprawnych. Te, w przeciwieństwie do umów o pracę, nie podlegają wprost wszystkim rygorom Kodeksu pracy. Ta swoboda powinna jednak mieć swoje granice, wynikające zarówno z dobrych praktyk, jak i z odpowiedzialności za wykonywany zawód.
Praca przez kilka dób bez przerwy jest niebezpieczna zarówno dla samego medyka, jak i dla pacjentów. Nie można jednak całej odpowiedzialności przypisywać zarządzającym szpitalami. W przypadku osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych dyrektor nie ma takich samych narzędzi do rozliczania ich czasu pracy, jak w przypadku pracowników etatowych.
Po zakończeniu dyżuru szpital nie ma formalnej możliwości kompleksowego kontrolowania, gdzie i jak długo lekarz będzie dalej pracował. Dlatego odpowiedzialność powinna spoczywać po obu stronach – zarówno na zarządzających podmiotem leczniczym, jak i na samych medykach.
Czytaj więcej
2 lutego 2026 r. SOR Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego został bez części personelu medycznego. W pracy nie stawiło się trzech lekarzy. Później d...
Jak miasto chce po przeprowadzonych audytach wzmocnić nadzór nad czasem pracy i jaką rolę mają w tym odegrać rozwiązania przygotowywane przez Ministerstwo Zdrowia?
Z całą pewnością rozwiązania proponowane przez Ministerstwo Zdrowia ułatwią nadzór. Cieszę się szczególnie z propozycji dotyczących rejestracji czasu pracy, choć wydaje mi się, że ich implementacja wcale nie będzie łatwa. Niemniej każdy krok, który będzie regulował tę kwestię i wprowadzał obowiązek zachowania przerw między udzielaniem świadczeń w różnych podmiotach leczniczych, uważam za dobre rozwiązanie.
Ostatecznie będzie ono służyć wszystkim, również osobom pracującym na kontraktach. Uważam, że rozwiązania, które planuje Ministerstwo, mogą też ułatwić organom tworzącym i zarządzającym szpitalami wprowadzanie własnych zasad nadzoru dostosowanych do lokalnych warunków.
Co miasto może zrobić już teraz, zanim pojawią się rozwiązania ogólnokrajowe?
O tym rozmawiam z dyrektorami szpitali. Niektóre placówki już monitorują czas pracy, między innymi poprzez systemy kontroli dostępu, czyli rejestrowanie wejść i wyjść. Jednak nie wszystkie szpitale je posiadają, między innymi z powodów finansowych czy organizacyjnych. Są też takie, które je mają, ale nie wykorzystują. W takich przypadkach będziemy zobowiązywać dyrektorów do ich uruchomienia. Drugim narzędziem może być analiza logowań do komputerów. Nie daje ona precyzyjnego obrazu czasu pracy, bo nie każdą czynność medyczną wykonuje się przy komputerze, ale może pomóc wychwycić skrajne przypadki i potencjalne nadużycia.
Odrębną kwestią jest rzetelność prowadzenia grafików. Ich realizacja często odbiega od planu, chociażby z powodu absencji chorobowej, czy innych zdarzeń losowych wymuszających konieczność organizowania zastępstw. Dlatego ważne jest rzetelne odnotowywanie nie tylko grafiku planowanego, ale również faktycznie wykonanego. Na jego podstawie powinien być rozliczany czas pracy i wynagrodzenie. To najprostszy sposób na zwiększenie nadzoru nad czasem pracy, który może zastosować każdy podmiot leczniczy.
Placówki raportują wprowadzane zmiany
Audyt Szpitala Południowego przyniósł najwięcej zaleceń, bo aż 44. Czy wszystkie z nich powinny zostać wdrożone?
Z całą pewnością tak. Wszystkie zalecenia są w mojej ocenie zasadne i oparte na konkretnych ustaleniach zespołu audytowego. Część z nich jest stosunkowo prosta do wdrożenia i absolutnie konieczna. Dotyczy to między innymi nadzoru oraz wieloetapowego zatwierdzania faktur i rachunków. Rachunek za udzielone świadczenia powinien być możliwy do zweryfikowania zarówno pod kątem faktycznego wykonania świadczeń, jak i czasu pracy czy poprawności rozliczenia. Nie może dochodzić do sytuacji, w której osoba sama sobie akceptuje rachunek. To jest absolutnie nieakceptowalne.
Ważne jest również wyraźne rozdzielenie świadczeń komercyjnych od finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia oraz właściwa organizacja czasu pracy, tak aby nie dochodziło do pracy przez kilka dób bez odpowiedniego odpoczynku. Jestem przekonana, że te obszary będą teraz objęte bardzo wnikliwym nadzorem zarządczym.
Czytaj więcej
Senator Agnieszka Gorgoń-Komor i jej mąż Klaudiusz Komor, radny Bielska-Białej i wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej, mieli wspierać Dawida Kacprz...
W jaki sposób miasto będzie sprawdzać czy te zalecenia rzeczywiście zostały wdrożone?
Z pewnością będziemy sprawdzać ich realizację. Trudno mi w tej chwili przesądzać, czy będzie to kolejny audyt Biura Audytu Urzędu Miasta, czy inna forma weryfikacji. Szpital Południowy już raportuje realizację zaleceń, a część działań korygujących została rozpoczęta jeszcze w trakcie audytu. Nowa prezes wprowadziła zmiany w wielu procedurach i uszczegółowiła poszczególne ścieżki postępowania. Również pozostałe placówki objęte audytami są zobowiązane do raportowania postępów we wdrażaniu zaleceń.
Kiedy powinniśmy zobaczyć efekty wdrażania tych zaleceń?
Nie wszystkie uchybienia czy niedociągnięcia można usunąć z dnia na dzień. Część wymaga zmian infrastrukturalnych czy organizacyjnych, które zajmują więcej czasu. Nie oznacza to jednak, że można czekać z działaniami. Tam, gdzie zmianę można wprowadzić od razu, należy to zrobić. Jeżeli na przykład pomieszczenie nie zapewnia właściwych warunków do udzielania świadczeń, można zaprzestać jego wykorzystywania i przenieść udzielanie świadczeń w inne miejsce. Widzę w tym zakresie dużą mobilizację ze strony zarządzających szpitalami.
Czy po tych zmianach mieszkańcy mogą mieć pewność, że jeśli w miejskim szpitalu ponownie pojawią się poważne nieprawidłowości, miasto szybko je wykryje i podejmie odpowiednie działania?
Z całą pewnością będziemy dochowywać wszelkiej staranności, żeby pacjenci trafiający do miejskich szpitali czuli się bezpiecznie. Mogę zapewnić, że będziemy robić wszystko, żeby minimalizować ryzyko i odpowiednio reagować, jeśli pojawi się problem. Najważniejsze jest, żeby potrafić wyciągać wnioski z takich sytuacji i krok po kroku doskonalić funkcjonowanie szpitali.
Wspomniała pani o planie działań dotyczącym miejskich podmiotów. Co w pierwszej kolejności chciałaby pani zmienić w ich funkcjonowaniu?
Przede wszystkim chciałabym rozwijać modele koordynowanej opieki zdrowotnej i współpracę pomiędzy miejskimi jednostkami. Ważna jest dla mnie również standaryzacja procesów i uporządkowanie regulacji wewnętrznych. Te działania zostały już zainicjowane i będą rozwijane. Moim celem jest przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentów, ale również stworzenie lepszych warunków do zarządzania placówkami i pracy personelu medycznego. Uważam, że zadaniem organu tworzącego jest nie tylko nadzorować, ale również pomagać, usprawniać i budować współpracę między podmiotami.