Pracodawcy w ZOZ zaniżają dzienne i tygodniowe wymiary czasu pracy, aby uniknąć ujawnienia nadgodzin.

– Taką praktykę inspektorzy stwierdzili u 10 proc. skontrolowanych – wskazała Danuta Rutkowska, rzecznik Państwowej Inspekcji Pracy.

To efekt m.in. oszczędzania na kosztach pracy poprzez zmniejszanie zatrudnienia. Gdy zapotrzebowanie na pracę nie odpowiada liczbie zatrudnionych, pracodawcy planują pracę w nadgodzinach, ale często nie rekompensują jej wynagrodzeniem lub czasem wolnym. Tak było w zeszłym roku np. w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym w Katowicach. Lekarzom z oddziału anestezjologii i intensywnej terapii nie wypłacono dodatkowego wynagrodzenia po przekroczeniu tygodniowej normy czasu pracy.

Przeprowadzone kontrole wskazują także na notoryczne naruszanie dobowego nieprzerwanego odpoczynku. Szpitale zawierają umowy cywilnoprawne z firmą zewnętrzną (np. z fundacją) na tzw. zapewnianie usług medycznych. Ta natomiast opiera wywiązywanie się z zawartego ze szpitalem kontraktu na umowach cywilnoprawnych podpisywanych z lekarzami i pielęgniarkami zatrudnionymi przez ZOZ. Pracodawcy podkreślają, że to konieczne, bo nie ma innych możliwości zapewnienia pacjentom całodobowej nieprzerwanej opieki pielęgniarskolekarskiej.

Inspektorzy pracy kwestionują takie praktyki, gdy naruszone zostaje prawo do nieprzerwanego odpoczynku. A z pewnością jest naruszane, jeśli lekarz pracuje w szpitalu najpierw na etacie, a później w tej samej placówce na podstawie umowy cywilnoprawnej.

Inspektorzy pracy wskazują także, że ZOZ mają problemy z interpretowaniem przepisów o czasie pracy. Można w tych placówkach stosować tzw. klauzulę optout pozwalającą lekarzom pracować więcej niż 48 godzin tygodniowo, ale tylko gdy wyrażą na to zgodę. Przepisy jednak nie wskazują, jak długo mogą pracować na podstawie wspomnianej klauzuli. Kontrole wykazały, że lekarze pełniący dyżury często pracowali dłużej niż przeciętnie 48 godzin w tygodniu – bez pisemnej zgody na to i bez rekompensaty.