To standard, że kupuje się, sprzedaje lub wynajmuje mieszkanie przy wykorzystaniu internetu. Nie wszystko jednak w wirtualnej rzeczywistości wygląda różowo. Trzeba więc uważać, by się nie naciąć.
Przez pączkowanie
Regułą już jest, że z chwilą gdy ogłoszenie pojawi się w sieci, zaczyna żyć własnym życiem. Przekonało się o tym młode małżeństwo z podwarszawskiej Zielonki.
– Powiększyła się nam rodzina, chcieliśmy więc kupić nowe, większe mieszkanie, a sprzedać stare – mówi Joanna Wierzbicka. – Na kilku portalach zamieściliśmy więc naszą ofertę sprzedaży. Kiedy po kilku dniach zajrzałam do internetu, okazało się, że ogłoszenie jest już umieszczone w wielu innych miejscach.
Dziesięć różnych agencji zdążyło już bowiem je skopiować i zamieścić jako swoją ofertę, przy okazji doliczając do ceny lokalu swoją prowizję.
– Przez kilka dni walczyłam, by usunięto ogłoszenia, które zamieszczono bez mojej wiedzy. Niektórzy to zrobili, inni nie. W końcu się poddałam. To walka z wiatrakami – mówi Joanna Wierzbicka.
Życie po życiu
Taka praktyka to nic nowego. Każda osoba, która zamieściła swoją ofertę w internecie, jest następnie zasypywana propozycjami od pośredników. Niektórzy bez pytania o zgodę przejmują ogłoszenie jako swoje. W rezultacie raz to samo mieszkanie ma np. 100 mkw., a raz – 90, jeden pośrednik proponuje wyższą cenę, inny niższą. Tego typu chaos działa na niekorzyść osoby, która zamieściła swoje ogłoszenie.
Bardzo często też ogłoszenie żyje w internecie, choć już od dawna mieszkanie jest sprzedane lub wynajęte. W wirtualnej rzeczywistości nie jest to bynajmniej wada. Na takim lekko przeterminowanym ogłoszeniu też można nieźle zarobić.
W sieci kwitnie także handel adresami. Największa oferta jest zawsze przed rozpoczęciem roku akademickiego, tj. we wrześniu, i na ogół dotyczy najmu. Oszuści liczą na łatwowierność młodych ludzi.
– Znalazłam ciekawą ofertę na portalu ogłoszeniowym. Kiedy w nią kliknęłam, zostałam przekierowana na stronę biura wynajmu – opowiada Dagmara Z. – Znalazłam na nim informację, że jeśli zapłacę 200 zł, otrzymam adresy mieszkań. Gdy to zrobiłam, dostałam e-mailem kilka ofert. Następnie zadzwonił do mnie ktoś z tego portalu i umówił się na oglądanie mieszkań. Niestety, nikt nie przyszedł na umówione spotkanie, a zwrotu pieniędzy nie mogę się do dziś doprosić.
W internecie można też znaleźć ostrzeżenie przed kilkoma takimi firmami z Warszawy. Zamieszczają one zdjęcia pięknych tanich mieszkań w dobrych lokalizacjach. Można z nich skorzystać, dopiero gdy uiści się „opłatę rejestracyjną" wynoszącą 240 zł. Następnie otrzymuje się kilka ofert, na ogół już dawno nieaktualnych.
Wolnoamerykanka
– Niestety, różnego rodzaju brudnych sztuczek w internecie będzie coraz więcej – uważa Leszek Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. – To efekt zmian, jakie zaszły na rynku nieruchomości od początku tego roku.
Jego zdaniem coraz trudniej uchwycić różnicę pomiędzy ogłoszeniem prywatnym i anonsem agencji. Te ostatnie są już łudząco podobne do zamieszczanych przez sprzedającego. Dopiero gdy się zadzwoni pod numer telefonu widniejący w ogłoszeniu, okazuje się, że to ogłoszenie pośrednika.
– Sądzę, że obecnie 95 proc. ogłoszeń w sieci to ogłoszenia pośredników, a nie osób bezpośrednio zainteresowanych kupnem lub sprzedażą – twierdzi Hardek.
Co jest przyczyną takich zmian?
Skutki deregulacji
Od 1 stycznia zniknęły z przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami praktycznie wszystkie wymagania stawiane pośrednikom w obrocie nieruchomościami. To efekt wejścia w życia pierwszej transzy deregulacji.
Teraz każdy, kto chce, może się zajmować pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. Wcześniej mogły to robić tylko osoby posiadające licencję zawodową, którą przyznawał poprzednik obecnego ministra rozwoju i infrastruktury.
– Przed 1 stycznia także dochodziło do nadużyć – przyznaje Leszek Hardek. – Zawsze jednak groźba utraty licencji zawodowej, a tym samym prawa wykonywania zawodu, była dobrym straszakiem dla nieuczciwych osób.
Istniał także sąd dyscyplinarny, czyli Komisja Odpowiedzialności Zawodowej. Wielokrotnie karała ona pośredników za nieuczciwe praktyki w internecie, najczęściej naganą albo zawieszeniem uprawnień.
W czerwcu Polska Federacja Rynku Nieruchomości przeprowadziła ankietę wśród 419 pośredników, aby się dowiedzieć, w jaki sposób zmiany dotyczące ich zawodu wpłynęły na rynek. Okazuje się, że ich zdaniem nie najlepszy.
Ankietowani są świadkami wzrostu liczby nieuczciwych praktyk. 55 proc. z nich twierdzi, że nieetyczne i nieprofesjonalne zachowania zdarzają się częściej niż przed deregulacją. Wzrosła też liczba kradzieży ofert.
– Nieetyczne biura kopiują nasze oferty, modyfikują je lekko i publikują bez sprawdzania. Często też dochodzi do samowolki z obniżaniem cen nieruchomości, na czym traci sprzedający – uważa Michał Niewiński z biura pośrednictwa obrotu nieruchomościami Mieszkanie24.com
Są sposoby ?na oszusta
Co zrobić, gdy nacięliśmy się w internecie?
– Osoba, która chce skorzystać z usługi internetowej, powinna przede wszystkim sprawdzić, czy taki serwis ma regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną oraz czy widnieje na nim nazwa i adres siedziby przedsiębiorstwa świadczącego takie usługi w internecie – wyjaśnia dr Grzegorz Sibiga z Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. – Jeżeli portal nie spełnia tych warunków, radzę z jego usług nie korzystać.
Aby usunąć przywłaszczone ogłoszenie, należy zażądać od prowadzącego portal zablokowania dostępu do niego w serwisie. Nie można przy tym zapomnieć o powołaniu się na ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Co natomiast można zrobić z firmą, której zapłaciło się tzw. opłatę rejestracyjną? Jeżeli nie chce zwrócić pieniędzy, pozostaje droga cywilnoprawna, czyli złożenie do sądu pozwu związanego z niewykonaniem umowy. Gra oczywiście jest niewarta świeczki, gdy dochodzona kwota jest niska.
Zawodowe standardy muszą być zachowane
Z początkiem roku niektóre organizacje branżowe wprowadziły swoje licencje zawodowe oraz rejestry pośredników. Warto więc zajrzeć np. do Centralnepo Rejestru Pośredników w Obrocie Nieruchomościami PFRN, czy dana osoba w nim widnieje.
Jeżeli nieuczciwy pośrednik jest w rejestrze albo należy do stowarzyszenia, zawsze można się na niego poskarżyć. A to pomoże go ukarać, np. pozbawiając członkostwa albo licencji branżowej. Taka osoba będzie miała w środowisku czerwoną kartkę. Każdy pośrednik musi także posiadać ubezpieczenie OC.