Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzył wczoraj skargę Bożeny i Krzysztofa K. z Białegostoku.
Chodziło o budowę domu jednorodzinnego na sąsiedniej działce. Małżeństwo nie było stroną w postępowaniu o wydanie pozwolenia na jego budowę. Inwestycja była dla nich dużym zaskoczeniem.
Państwo K. wystąpili więc do prezydenta Białegostoku o uchylenie ostatecznego pozwolenia oraz o wstrzymanie budowy. Powołali się przy tym na art. 145 § 1 pkt 4 kodeksu postępowania administracyjnego. Przepis ten pozwala na wznowienie postępowania, jeżeli stroną nie była osoba, która powinna nią być. Zarzucali także, że dom będzie zabierał im światło i nadmiernie zacieniał działkę.
Prezydent Białegostoku odmówił uchylenia pozwolenia i wstrzymania robót budowlanych. W tym czasie zaś dom został wybudowany.
Bożena i Krzysztof K. odwołali się do wojewody, a ten utrzymał w mocy decyzję prezydenta. Wówczas sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku. Ten jednak oddalił skargę, nie doszukując się nieprawidłowości.
Pojęcie strony – tłumaczył WSA – definiuje art. 28 ust. 2 prawa budowlanego. Zgodnie z nim stronami w postępowaniu o wydanie pozwolenia są: inwestor, właściciele oraz użytkownicy wieczyści lub zarządcy nieruchomości znajdujących się w obszarze oddziaływania nieruchomości. Taki obszar to teren wyznaczony wokół obiektu budowlanego na podstawie odrębnych przepisów, wprowadzających ograniczenia w zagospodarowaniu terenu.
Zdaniem sądu samo położenie nieruchomości w sąsiedztwie inwestycji to za mało. Budowany dom musi jeszcze oddziaływać na działkę położoną obok.
W tym zaś przypadku – stwierdził sąd – takiego oddziaływania nie ma. Dom nie zabiera także światła nieruchomości skarżących. Nie został zatem naruszony § 13 ust. 1 rozporządzenia ministra infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki mieszkalne.
Wczoraj jednak Naczelny Sąd Administracyjny skrytykował białostocki sąd oraz wojewodę i uchylił wyrok, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania. Jego zdaniem oba organy zajęły się sprawą zbyt powierzchownie. W aktach brakuje bowiem analizy, czy rzeczywiście nieruchomość skarżących nie leży w obszarze oddziaływania inwestycji. Tymczasem sąd powinien przede wszystkim sprawdzić, czy skarżący nie powinni być stroną w sprawie, a dopiero potem, czy nowo wybudowany dom zacienia sąsiada.