Przed Centrum Nauki Kopernik kolejki ustawiały się już od sobotniego ranka.
– Jako pierwszy o godz. 7 przyszedł starszy pan. Prawdziwy pasjonat nauki. Czekając na wejście, czytał podręcznik fizyki i dawał nam matematyczne zagadki, niektóre bardzo podchwytliwe – opowiadali ochroniarze wpuszczający gości na wystawę.
[srodtytul]13 tysięcy gości[/srodtytul]
Na pół godziny przed otwarciem CNK o godz. 10 kolejka sięgała mostu Świętokrzyskiego. Oczekującym nie przeszkadzały padający od rana deszcz i przeszywający chłód. – Wzięliśmy ze sobą gorącą herbatę. To był bardzo dobry pomysł – mówili Anna i Paweł Maciejowscy, którzy przyszli z 12-letnią Kasią i ośmioletnim Tomkiem.
Czas urozmaicali animatorzy CNK. Z osobami czekającymi w kolejce przeprowadzali doświadczenia.
– Teraz dmuchamy balony. Komu uda się najszybciej? Raz, dwa, trzy. Start! – zachęcała do zabawy grupę dzieci animatorka Marta Fikus-Kryńska. Pokazywała im, jak zrobić „balonowe szaszłyki”, czyli nadziać na drewniane patyczki gumowe kulki, aby ani jednej nie przekłuć. – Ale jak to możliwe – dopytywały się zdziwione dzieci.
Kolejka gęstniała z każdą minutą. Tuż po godz. 12 na wysokości mostu Świętokrzyskiego „zakręciła” na chodnik po drugiej stronie ulicy. – Mogę tu stać do wieczora, jeśli trzeba. Moje dzieci koniecznie chciały zobaczyć eksponaty. Żeby nie marzły, wysłałem je z żoną do BUW-u – mówił Krzysztof Rogalski z Ursusa.
Licealistkom: Agacie, Oli i Marcie do „Kopernika” udało się wejść po dwóch godzinach. – Tutaj nauka staje się przyjemnością. Szkoda, że podobnych urządzeń nie ma w szkole. Wtedy dużo łatwiej uczyłoby się fizyki czy matematyki – mówiły dziewczyny.
Po całym budynku biegały podekscytowane dzieci. A za nimi rodzice.
– Kacper! Zwolnij! – próbowała zatrzymać sześcioletniego synka Joanna Gardyńska.
– Oszalał, naprawdę oszalał – żartowała.
W tym czasie Kacper już zawisł na metalowej barierce i machał nogami. – Jestem jak Indiana Jones – krzyczał.
Tuż obok dziesięcioletni Maciek ścigał się ze zwierzętami. Gdy przyspieszał, na ekranie wyskakiwał obrazek nosorożca, gdy zwalniał, wychodziły kury. – Szybciej, szybciej! – kibicowała mu siostra, ośmioletnia Julka.
Przez cały weekend wystawę można było oglądać do godz. 19. Ale chętnych było tak wielu, że pracownicy „Kopernika” wydłużyli zwiedzanie o półtorej godziny. Ostatnie osoby wyszły z budynku dopiero o godz. 20.30.
[srodtytul]Nocne naprawy[/srodtytul]
Nie wszystkie eksponaty wytrzymały zmasowany napór eksperymentujących. Niektóre popsuły się już po południu w sobotę, m.in. gorący balon, rakieta na wodór, słoneczne samoloty, radio w gębie i latający dywan. – Widziałem grupę chłopaków, którzy celowo psuli urządzenie, udając, że się bawią – opowiadał jeden z gości.
Pracownicy „Kopernika” przyznają, że spodziewali się, że eksponaty mogą nie wytrzymać. – W piątek odwiedziło nas 3 tys. osób, w sobotę – 5 tys. Wszystkie usterki naprawimy w nocy – tłumaczyła Katarzyna Nowicka z CNK.
W niedzielę wszystkie urządzenia już działały. Podobnie jak dzień wcześniej przyszło 5 tys. osób. Wśród nich byli ci, którym nie udało się wejść w sobotę. – Dziś przyjechaliśmy wcześniej – mówili Kuba i Piotrek, studenci UW.
Wieczorem centrum musiało wysłać pracownika z tabliczką „Ostatni zwiedzający“, by czekający w kolejce nie czekali na próżno. W weekend powtórzono także spektakl „Wielki wybuch”, który w piątek otworzył CNK i rozczarował wielu gości.
Dzisiaj CNK jest zamknięte. Dla zwiedzających będzie dostępne od wtorku.
[ramka][link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/531110_-Kopernik---udany--eksperyment.html" "target=_blank]Czytaj w Życiu Warszawy Online[/link][/ramka]