Pomysł wyszedł od Festiwalu Chopin i jego Europa, którego dyrektor Stanisław Leszczyński postanowił uczcić Rok Norwida w nietypowy sposób. Wieczory z romantycznym jazzem były na festiwalu wcześniej, ich bohaterami byli Tomasz Stańko i Chopin. Tym razem ofertę otrzymali artyści nowej generacji polskiego jazzu, ale już z sukcesami w świecie – przede wszystkim Kasia Pietrzko.

Jest liderką własnego tria, nagrała dwie wysoko ocenione płyty, współpracowała z wieloma wybitnymi muzykami, w 2018 roku zaprosił ją do wspólnego koncertowania, niestety, tę współpracę przerwała jego choroba.

– Gdy dostałam propozycję od festiwalu, byłam początkowo nieco przestraszona, nie lubię tworzyć muzyki o zbyt oczywistych skojarzeniach, ale pomyślałam, że może to być ciekawa przygoda – mówi „Rz”. – Bałam się jednak, żeby nie wyszedł sztampowy projekt łączący muzykę z literaturą, których jest dużo na rynku, także artystów jazzowych. Nigdy też nie robiłam czegoś w rodzaju „tribute to” ani nie nagrałam płyty ze standardami. Zawsze chciałam pisać muzykę autorską, szukać czegoś swojego i potraktowałam to jako dodatkową motywację.

Norwid CD, NIFC, 2022

Norwid CD, NIFC, 2022

Projekt miał być dużym przedsięwzięciem, premierowo prezentowany w Filharmonii Narodowej, więc Kasia Pietrzko postanowiła, że do jej tria powinien dołączyć ktoś specjalny. Wybrała saksofonistę Macieja Kądzielę. Ich współpraca rozpoczęła się podczas festiwalu Jazz Forum Talents w Kansas przy realizacji płyty „Jammin’ with KC”.

– O Kasi mówią, że to ostatnia pianistka Tomasza Stańki, a potem chciała się uwolnić od współpracy z trębaczem – zdradza muzyk. – Gdy nagrywaliśmy razem płytę przed pandemią, polubiliśmy się muzycznie, a Kasia przekonała się też wtedy do saksofonu.

Listy czy wiersze

Dyrektor Leszczyński chciał, żeby muzyczną inspiracją były jednak listy Norwida. – Ich lektura nas nie satysfakcjonowała – przyznaje Kasia Pietrzko. – Chcieliśmy napisać muzykę pod coś, co naprawdę czujemy. Postanowiliśmy sami zmierzyć się z Norwidem, przeczytaliśmy wiele jego wierszy i wybraliśmy te, które coś nam sugerowały.

Czytaj więcej

Keith Jarrett: Wyrafinowany megagwiazdor

Pisaniem muzyki podzielili się po równo, każdy pracował samodzielnie, choć pewne rozwiązania powstawały po wspólnych rozmowach.

– Jednego postanowiliśmy uniknąć za wszelką cenę: muzyka łączona z poezją często kojarzy się ze smędzeniem – uważa Maciej Kądziela. – Mam 32 lata, Kasia cztery mniej, jesteśmy młodzi, energiczni i dynamiczni, a jednocześnie w naszej muzyce silnie obecny jest liryzm. Chcieliśmy więc połączyć dynamikę, liryzm, perkusyjność ze słowem Norwida. Gdy zacząłem czytać na przykład wiersz „Marionetki”, odnalazłem w nim polirytmię. W wielu zresztą tekstach puls bywa zmienny i tym nas Norwid zaskoczył.

Trzy tygodnie przed festiwalową premierą projektu do muzyków dołączył Andrzej Chyra. – Mieliśmy gotowy materiał i przemyślaną dramaturgię całego koncertu, gdy na naszą wspólną próbę przyszedł Andrzej ze swoją nieprzewidywalnością – mówi Kasia Pietrzko. – Widać ją także teraz, gdy mamy koncerty i każdy jest inny. On ma przy tym gigantyczną wiedzę muzyczną.

– Andrzej jest po prostu jazzowym aktorem – dodaje Maciej Kądziela. – Jego inspiruje to, jak gramy, a za każdym razem gramy nieco inaczej. Ta zmienna energia koncertu daje mu, jak mówi, dużo inspiracji. Mocno na siebie oddziałujemy. On zresztą i w studiu nagraniowym, i na próbach dawał dużo cennych wskazówek, które pobudzały nas do nadania muzyce charakteru.

„Norwid” wpisuje się w bogatą tradycję związków jazzu z poezją. Sięgają one lat 50., gdy w warszawskim klubie Hybrydy na wieczory jazzowo-poetyckie zapraszał Krzysztof Komeda, a w Krakowie Andrzej Trzaskowski podobny pomysł zrealizował wspólnie z Wojciechem Siemionem. Ich śladem poszło potem wielu wybitnych muzyków na czele z Tomaszem Stańką, który inspirował się tomikiem „Tutaj” Wisławy Szymborskiej.

Fortepian na koniec

To, co stworzyli Kasia Pietrzko i Maciej Kądziela, nie ma przy tym nic wspólnego z wieloma przedsięwzięciami muzycznymi, w których muzyka improwizowana została sprowadzona do roli podkładu dla poetyckiego tekstu. Tu saksofon często podąża własnym śladem w zgodzie z triem lub pozostając z nim w kontrapunkcie. Zawsze jednak klimat muzyki i jej puls wyznacza poezja Norwida.

Czytaj więcej

Nowa muzyka dla Konstancina

Na wydanej właśnie płycie znalazło się dziesięć utworów. – Album różni się jednak nieco od koncertów przyznaje Kasia Pietrzko. – Na żywo gramy dużo dłuższe solówki, nagranie musi być bardziej zwarte. Chcieliśmy też zachować na płycie równowagę między Andrzejem a nami, muzykami.

Nie ma jednego z najważniejszych wierszy Norwida – „Fortepianu Szopena”, który na koncertach Andrzej Chyra recytuje porywająco, bez romantycznego patosu jak u innych aktorów.

– Ten wiersz od początku był czymś ekstra w projekcie – wyjaśnia Maciej Kądziela. – Aktorsko i muzycznie stanowi zamknięcie koncertu, po nim nie gramy bisów. Tekst „Fortepianu Szopena” jest tak mocny, że po nim nic nie może się już zdarzyć.

Na pytanie, co dalej po Norwidzie, oboje odpowiadają zgodnie: – Takie projekty nie powinny zdarzać się zbyt często. Musimy dojrzeć do kolejnego spotkania z poezją. Natomiast chętnie będziemy dalej razem pracować.