Dziennik jest przerażającą opowieścią o agonii rodziny. Zarówno fizycznej, jak i duchowej. Nie ma tu bowiem miejsca na żadną „solidarność w obliczu nieszczęścia".

Doprowadzeni do ostateczności domownicy podczas oblężenia patrzą na siebie jak na śmiertelnych wrogów. Uważnie obserwują, czy mąż/żona nie oszukuje podczas dzielenia się głodowym przydziałem (125 g chleba!), czy nie kradnie czegoś z nędznych zapasów. Scena, w której mąż zjada białą bułkę – zdobytą cudem dla umierającej córeczki – jest naprawdę wstrząsająca.

„Dziś wśród starych rupieci znalazłam puszkę kleju do tapet – pisze Koczyna.

– Ważyła kilogram. Nie wierzyliśmy własnym oczom. Dima natychmiast władował sobie do ust pełną garść kleju. Wyrwałam mu puszkę: – Poczekaj, daj chociaż ugotować!". Leningrad zamienił się wówczas w gigantyczną kostnicę. Ludzie konali z głodu w nieopalanych mieszkaniach. Inni umierali wprost na ulicach.

Na miasto sypały się niemieckie bomby, a nocami szalało NKWD. Wyłapywało „sabotażystów" i „defetystów", na ogół likwidując ich na miejscu.

Na wydaną przez Kartę książkę pt. „Oblężone" składają się trzy relacje kobiet, które znalazły się w samym środku tego horroru.

Myśląc o tragedii mieszkanek Leningradu, startych na proch w wyniku zderzenia dwóch totalitaryzmów, trudno się nie zadumać  nad tragicznym losem kobiet w trakcie tej wojny. Historię wojen na ogół piszą mężczyźni, warto jednak czasem spojrzeć na nie z innej perspektywy.

Oblężone; Ośrodek Karta; Warszawa 2011