Aleksander Topolski,


Bez dachu

,


Rebis

Topolski jest jednym z około 120 tys. Polaków, którzy zawdzięczają życie generałowi. Wywieziony w głąb Związku Sowieckiego – gdzie przeszedł gehennę łagrów – z nieludzkiej ziemi wydostał się z armią Andersa.

W taki sposób Topolski pisał o opuszczeniu „sowieckiego raju" i pierwszych wrażeniach z Iranu: „Byliśmy zszokowani obfitością wszystkiego, ilością towarów w sklepach, kramami zapełnionymi żywnością czy otwartymi i zapraszającymi do środka restauracjami. Po trzech latach sterowanej przez sowieckie państwo nędzy i braku czegokolwiek ten irański róg obfitości wydawał nam się czymś nierzeczywistym. Staraliśmy się nie okazywać zdumienia, jednak nieraz się zapominaliśmy i gapiliśmy się na coś z otwartymi ustami, jak to robili Rosjanie we wrześniu 1939 r., kiedy wkroczyli do mojej rodzinnej Horodenki".

Opowieść o pobycie na Bliskim Wschodzie i szlaku bojowym we Włoszech obfituje zarówno w dramatyczne epizody, jak i we wspaniałe anegdoty. Czytając „Bez dachu", momentami trudno się nie uśmiechać. Wojna bowiem jest nie tylko wielkim nieszczęściem, ale również wielką męską przygodą. Dla polskich chłopaków z Kresów egzotyczna odyseja armii Andersa była wyprawą życia. Żołnierze Andersa żyli jedną myślą i jedną nadzieją. Chcieli wkroczyć do Polski, aby wyzwolić ją spod obcej okupacji. Nie było im to dane. A co najgorsze, ich olbrzymie ofiary zostały zbyte wzruszeniem ramion. „Spośród zachodnich aliantów tylko USA i Wielka Brytania wystawiły więcej żołnierzy niż my. Walczyliśmy u boku Brytyjczyków i ich sojuszników we Włoszech, pod Narwikiem, w Tobruku, na Atlantyku, pod Arnhem, podczas bitwy o Anglię i pod Falaise. Ale nas, Polaków, nikt nie zaprosił na defiladę do Londynu. Jak nam tłumaczono: »Strona sowiecka zgłaszała zastrzeżenia względem waszego udziału«".

Aleksander Topolski do kraju nie wrócił nigdy.