[b]Piszesz scenariusze do komiksów i filmu o Jeżu Jerzym, pracujesz w telewizji, na obu polach odnosisz sukcesy. Co skłoniło cię, by napisać powieść ?[/b]
[b]Rafał Skarżycki:[/b] Krótkie opowiadania pisałem, zanim stworzyłem pierwsze scenariusze do opowieści obrazkowych. Niektóre nawet publikowałem. Kiedy pojawiła się szansa pracy nad komiksem o Jeżu Jerzym, nie zostało dużo czasu na inne teksty, ten pojawił się znów, gdy scenariusz do filmu o Jerzym był gotowy.
[b]Świat seriali traktujesz z dystansem i ironią, z drugiej strony pierwszoplanowe postaci w książce są jakby żywcem wyjęte z telewizyjnego tasiemca...[/b]
Tytuł – „Teleznowela” – zobowiązuje. Chciałem też, by życie bohaterów książkowych zaczęło z czasem przypominać życie postaci z serialu, nad którym pracuje jeden z nich. To był też sposób na to, by zwrócić uwagę czytelników, że z 30-latkami zaczyna dziać się coś niedobrego. Ich życie zaczyna przypominać telenowelę – kolorową, wielowątkową, ale jednak płytką.
[b]Jak ważna jest Warszawa w tej książce. Czy akcja mogłaby się rozgrywać w innym mieście? [/b]
Akurat stolica jest tu nie tylko tłem akcji. Warszawa ma klimat. Tu jest szybkie tempo. Ono niejako wpływa na decyzje i życie bohaterów. Ja sam mieszkam w Warszawie od urodzenia i to kolejny powód, dla którego wybrałem taką, a nie inna lokalizację.
[b]Jeden z pojawiających się w powieści mężczyzn dzieli życie między rodziną mieszkającą w stolicy a pracą w Krakowie.
Mógłbyś działać tak jak on?[/b]
Nie zdecydowałbym się na takie rozwiązanie głównie z tego powodu, że nie wyobrażam sobie opuszczenia rodziny. Propozycja pracy musiałaby być na tyle kusząca, żebyśmy wszyscy przeprowadzili się do innego miasta.
[b]„Teleznowela” dała ci okazję do wykorzystania wiedzy zdobytej podczas studiów filozoficznych?[/b]
Tak, są tam pewne elementy, które z punktu widzenia fabuły nie są aż tak istotne, ale dodają jej wartości. Chociaż ja nie patrzę na to jak na szansę błyśnięcia erudycją.
[b]Dlaczego wybrałeś studia na filozofii, a nie na przykład filologii polskiej, skoro tak lubiłeś pisać i czytać?[/b]
Dostałem się na dwa kierunki: chemię i filozofię. Pierwszą dziedziną bardzo interesowałem się w szkole, startowałem nawet w olimpiadach naukowych. Jednak mój pomysł na studia był zupełnie niedzisiejszy. Nie chciałem ich traktować jako wstępu do kariery zawodowej, wolałem dowiedzieć się czegoś nowego. Filozofia okazała się ciekawsza niż chemia i nie żałuję wyboru, bo był to dobry trening mózgu.
[b]Niedawno wraz z Tomkiem Leśniakiem odebraliście prestiżową nagrodę za komiks roku 2008 podczas XX Międzynarodowego Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi. Czujesz satysfakcję?[/b]
To była niespodziewana nagroda, tym bardziej że odebraliśmy ją za reedycję albumu „Jeż Jerzy: In Vitro”. O tym jednak zadecydowali czytelnicy. Fajnie, choć wolałbym, by była to nagroda za premierowy album. Z drugiej strony przyznanie tej nagrody za reedycję skłania do myślenia o sytuacji polskiego komiksu.
[b]A jaka jest sytuacja komiksów o Jeżu Jerzym i filmu z jego udziałem?[/b]
Nastąpiło pewne rozprężenie. Dopóki odcinki ukazywały się w miesięczniku „Ślizg”, trzymał nas w ryzach cykl wydawniczy. Teraz musieliśmy sami narzucić sobie terminy. Gdy chodzi o film, to pojawiam się od czasu do czasu na „planie”. Ponieważ jedna minuta animacji to tydzień pracy, nie ma sensu zaglądać tam za często. Ale wygląda bardzo fajnie. Mam nadzieję, że w październiku przyszłego roku spotkamy się na premierze.
[b]Teraz znów masz trochę czasu do zagospodarowania. Jak go wykorzystujesz?[/b]
Spędzam go z rodziną, w wolnych chwilach poprawiam też nagrodzony scenariusz do „Złych Nowin”, by móc go sprzedać, myślę też o kolejnej książce, ale to już zupełnie inna historia.
[i]Rafał Skarżycki, jeden z najlepszych w Warszawie komiksowych scenarzystów, ojciec niepokornego Jeża Jerzego, zadebiutował w prozie[/i]