Tyrmand kochał Warszawę. Darzył ją miłością krytyczną, pełną uszczypliwości. Dla jej dobra wytykał jej mieszkańcom błędy i śmiesznostki. Niektóre z nich są aktualne do dziś, np. to:
"Znam pewnego warszawiaka, którego charakter cechuje schludność, cierpliwość i nieśmiałość. Facet mieszka na Hożej, zaś Hożą, pomiędzy placem trzech Krzyży a Kruczą, rozkopano i coś tam robią. Odbywa się to, rzecz jasna, w myśl zasady, że jak robią, to wokół ma być brudno i niechlujnie. Otóż któregoś dnia obywatel ten postanowił zmienić stan cywilny i w ten sposób przebrał się na ciemno, założył lśniące i wyglansowane półbuty z firmy Bata i udał się do pewnego obywatela płci przeciwnej, którego miał zamiar zapytać, czy zgodzi się z nim wieść życie wspólne i zatwierdzone przez Urząd Stanu Cywilnego. Było to latem zeszłego roku, kurz na Hożej leżał warstwą paleozoicznej grubości i znajomy mój po przejściu kilkunastu kroków zabrudził buty i nogawki do tego stopnia, że zrezygnował z zamiaru i wrócił do domu. (...) Przed kilku miesiącami dowiedziałem się, że obiekt jego westchnień wyszedł za mąż za kogoś innego".
Ostatnio nawet Chopin na plakatach odziany był w dres, a co o takim stylu ubierania się pisał autor "Złego"?
"Trudno - niech mnie nazwą zrzędą, mantyką, starą ciotką, śledziennikiem, mizantropem, kosterą - nie podoba mi się ta nowa moda. (...) Dres (albo inaczej petka) jest to rodzaj kostiumu zawodniczego, używanego w sporcie, w swym najwłaściwszym założeniu, do treningu lub do ochrony przed zimnem w czasie oczekiwania na start. (...) Tymczasem co się dzieje? Otóż dzieje się tak, że przybywająca do Warszawy na igrzyska młódź uczyniła ostatnio z petki strój wyjściowy. (...) Trzeba sobie bowiem uświadomić, że gdybyśmy poszukali odpowiednika dla petki w naszym życiu domowym, to nieodparcie nasuwa się tutaj na myśl piżama lub szlafrok. (...) Wyobraźmy zaś sobie teraz swobodne grupki i grupeczki młodych ludzi paradujących w szlafrokach po Marszałkowskiej, siedzących w szlafrokach w autobusie lub stojących w tym samy stroju w ogonku do kina."
Tyrmand uczynił również coś dla potomności. Spisał jedną z "ballad miejskich", a oto jej fragment:
Mijały dni i dzień za dniem, on coraz posępniejszy był,
wychudł jak cień, niewolnik doli złej.
Aż nareszcie w noc głęboką spotkał się z nią oko w oko
i zastąpił drogę jej, kochance złej ...
"Ze mną weźmiesz ślub, mój ptaku..."
"Co... Ja z tobą? ... Ty... pętaku!"
Błysk! W powietrzu mignął nóż
i padł na ziemię trup Mańki już...
"Mańka, Mańka... Jak mi Ciebie żal,
że masz na ustach krew, a w sercu zimną stal...
dla ciebie grób już przyszykowany
a dla mnie stryczek lub kajdany...
Mańka... Mańka... po cóż było to? ..."
"Tyrmand warszawski" jest cennym wspomnieniem tamtych lat. Szczególny klimat lekturze nadają zdjęcia stron z felietonami, umieszczone w książce w miejscu ilustracji. Oczami pisarza widzimy stolicę, która podnosi się z gruzów. Odpowiedź czy tych oczach czaiła się miłość do Warszawy, jest między wierszami.
KONKURS
Dla naszych czytelników mamy trzy książki "Tyrmand warszawski".
Wygrają 3 pierwsze zgłoszenia na adres kultura@rp.pl.
Start konkursu - piątek, godz.18.00. W temacie mejla należy wpisać "Tyrmand".
Znamy już zwycięzców, poinformujemy ich drogą elektroniczną. Dziękujemy za udział w konkursie :)