[b]Inauguruje pan festiwal w Busku specjalnym koncertem jubileuszowym z okazji 50-lecia swojej pracy artystycznej. Tę rocznicę liczy pan od konkretnego publicznego występu?[/b]

[b]Konstanty Andrzej Kulka:[/b] Od pierwszego publicznego koncertu, który grałem, mając 12 lat. To już właściwie ponad 50 lat, bo koncert ten miał miejsce 15 listopada 1959 roku w sali średniej szkoły muzycznej w Gdańsku-Wrzeszczu przy ul. Partyzantów. W moim rodzinnym mieście, bo jestem gdańszczaninem; tam spędziłem młodość, nauczyłem się wszystkiego.

[b]Pamięta pan dokładnie tamte przeżycia?[/b]

Tak, chociaż tej szkoły już tam nie ma. A od tamtej pory zagrałem co najmniej 2 tysiące koncertów, ale to w końcu było mocne przeżycie. Mój pierwszy samodzielny duży koncert. Grałem cały recital – utwory Mozarta, Młynarskiego, Corellego... Szukałem ostatnio dokumentów dotyczących tego wydarzenia do przygotowywanego wywiadu rzeki z twórcami wywodzącymi się z Gdańska. I znalazłem nawet zapis, że dochód z mojego pierwszego recitalu został przeznaczony na budowę 1000 szkół.

[b]W pana oficjalnej biografii akcentuje się zwykle mocniej udział w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Paganiniego w Genui, gdy miał pan 17 lat.[/b]

Dostałem tam dyplom ze specjalnym odznaczeniem, ale moja międzynarodowa kariera sceniczna zaczęła się naprawdę od wygrania Międzynarodowego Konkursu Radiowego ARD w Monachium w 1964 roku, gdzie w finale grałem koncert Czajkowskiego.

Otrzymałem nagle bardzo dużo propozycji koncertów. To było wielkie wyzwanie, ale też trudny dla mnie okres. Byłem przecież młodym człowiekiem, nie miałem jeszcze obszernego repertuaru, a tu trzeba się było uczyć szybko nowych utworów,

[b]Czy młodemu muzykowi jest łatwiej teraz zrobić karierę czy kiedyś?[/b]

Kiedyś było łatwiej ze wszystkim, bo miejsc do grania specjalnie przez te lata nie przybyło, a chętnych do koncertowania było jednak w czasach mojej młodości mniej. Gdy startowałem, nie mieliśmy jeszcze tak wielkiej konkurencji z Dalekiego Wschodu – Chin i Japonii. Dziś kraje te znacznie intensywniej łakną kultury zachodniej, więc przestrzeń się zagęściła.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Kiedyś byli także porządni impresariowie, którzy nie tylko dbali o biznes, ale też autentycznie kochali muzykę i byli prawdziwymi melomanami. Teraz to rzadkość. Młodych ludzi z talentem obecnie nie brakuje, ale do zrobienia kariery potrzeba również szczęścia, kontaktów i umiejętności poruszania się w obowiązujących układach.

[b]Co zagra pan podczas jubileuszowego wieczoru w Busku?[/b]

Po pierwsze utwory Karola Lipińskiego, bo jestem gorącym propagatorem twórczości tego po części zapomnianego wielkiego polskiego skrzypka z czasów romantyzmu. Artysty, który spotykał się wielokrotnie z Paganinim. Razem grywali koncerty w Niemczech, we Włoszech i w Polsce. Moim zdaniem napisał wiele utworów lepszych od Paganiniego. Nieustannie, razem z prof. Andrzejem Wróblem, apeluję do ministra kultury o ich publikację (niestety, apele te pozostają do tej pory bez echa), a nawet udało mi się wydać dwie płyty z jego utworami i mam w planie następne.

W Busku razem z wiolonczelistą Tomaszem Strahlem zagram także koncert podwójny a-moll Brahmsa. A po przerwie zaśpiewa moja córka Gabrysia.

[b]Dołączy pan do niej i, jak na jej płycie „Hat, Rabbit”, zagra partię skrzypcową?[/b]

Na pewno tak, przynajmniej dwa utwory.

[b]Udział w tym albumie to inicjatywa pana czy córki?[/b]

Jej, ale ja tę propozycję z radością przyjąłem. Uważam, że to, co ona robi, jest wartościowe i oryginalne, niesztampowe. Nie jestem zresztą zwolennikiem wyłącznie muzyki klasycznej. Uznaję inną muzykę i lubię słuchać np. Stinga albo Phila Collinsa...

[b]Na festiwalu w Busku będzie miał też swój koncert Nigel Kennedy. Chciałby pan z nim zagrać?[/b]

Nigel Kennedy jest ciekawym, bardzo dobrym skrzypkiem, ale też w pewnym sensie oryginałem. Ludzie często przychodzą nie tylko po to, żeby go posłuchać, ale przede wszystkim zobaczyć. Ja nie mógłbym w ten sposób grać, mam inny temperament i charakter.

[b]Pana repertuar jest bardzo szeroki – od Vivaldiego do Pendereckiego...[/b]

Taki jest wymóg czasu, że trzeba mieć szeroki repertuar. Oczywiście absolutnie wszystkiego, co zostało napisane, nie sposób opanować. Ale pewne pozycje klasyczne wypada znać.

[b]Jakie utwory należą do pana ulubionych?[/b]

Najlepsze koncerty skrzypcowe to niewątpliwie koncerty Brahmsa i Czajkowskiego. Jak też mówiłem, staram się promować muzykę polską. Oprócz kompozycji Karola Lipińskiego nagrałem także zapomniany świetny Sekstet Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego i rzadko przypominany koncert skrzypcowy Mieczysława Karłowicza.

[b]Ma pan ulubiony instrument?[/b]

Ostatnio gram najczęściej na kopii Guarneriusa, zrobionej przez lutnika Wojciecha Topę w Zakopanem. Zmiana skrzypiec bywa kłopotliwa, bo każde mają inną menzurę czy rozstaw strun.

[b]Pana muzyczne upodobania, technika, interpretacje z czasem ewoluowały?[/b]

Jeśli chodzi o technikę skrzypcową, to w zasadzie pozostaje ona taka sama, jaką wymyślono kilkaset lat temu. Pomijając eksperymenty z lat 60. i 70. XX wieku, których nigdy nie akceptowałem.

Czy gram tak samo czy inaczej niż przed laty, niech oceni publiczność. Gdy sam słucham nagrań sprzed 20, 40 lat, myślę czasem, że mogłem coś wykonać lepiej albo inaczej. To zapewne kwestia doświadczenia. Gdy człowiek staje się dojrzalszy, to i jego gra trochę powinna się różnić od wcześniejszych wykonań.

[i]rozmawiała Monika Kuc[/i]