[b]"Rz": Czy występy podczas konkursu sprawiły panu radość? [/b]
[b]Ingolf Wunder: [/b]Ogromną. Publiczność była wspaniała, zresztą jak zawsze w Polsce, dlatego uwielbiam tu grać. Cieszę się jednak, że mam to już za sobą. Podczas konkursu w krótkim czasie kumuluje się mnóstwo emocji. Jest tyle występów, mało czasu na sen. Zagrałem już setki koncertów i uważam się za szczęściarza, bo zwykle się nie stresuję. Ale podczas tego konkursu po raz pierwszy w życiu jestem zdenerwowany. Trudno mi całkowicie zapomnieć o rywalizacji.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/temat/543035_Konkurs-Chopinowski.html]Czytaj rozmowy z Laureatami XVI Konkursu Chopinowskiego[/link][/wyimek]
[b]Jak pan porówna swój udział w konkursie teraz i przed pięciu laty, kiedy nie dotarł pan do finału?[/b]
Byłem wtedy zupełnie inną osobą. Nie zależało mi tak bardzo i nie traktowałem konkursu w stu procentach poważnie. Teraz jestem zdecydowanie lepiej przygotowany. Pokochałem muzykę Chopina dzięki współpracy z profesorem Adamem Harasiewiczem. Dwa i pół roku temu zdecydowałem skupić wyłącznie na niej. Jakiś czas później pomyślałem: dobra, wystartuję w Warszawie jeszcze raz. Grałem konkursowy repertuar wielokrotnie podczas minionego roku. Wychodziło przepięknie. Przyjechałem tu więc z ogromnymi oczekiwaniami. Dlatego, gdy na scenie zdarzyło mi się popełnić nawet drobny błąd, czułem zawód.
[b]Ma pan muzyczne korzenie? [/b]
Nie. Nikt w mojej rodzinie nie zajmował się muzyką. Tylko ja i brat, który jest kompozytorem.
[b]Co by Pan robił gdyby nie był pan pianistą?[/b]
Nie wiem i na tym polega problem. Kilka lat temu przeżyłem poważny kryzys. Zastanawiałem się, czy nie rzucić fortepianu. Ale splot okoliczności sprawił, że wróciłem do klawiszy. Myślę, że każdemu w życiu zdarzają się takie sytuacje. Pytanie, czy potrafisz je przezwyciężyć. Ja wyszedłem z tego dołka silniejszy, bardziej świadomy siebie i muzyki, jaką chcę grać. Jestem za to wdzięczny losowi.
[b]Przyjedzie pan znowu do Polski? [/b]
Moja dziewczyna jest Polką więc na pewno spędzę tu w najbliższym czasie kilka tygodni a może miesięcy.
[i]-Rozmawiała Julia Rzemek[/i]