[b]Skąd przekonanie, że jesteście jednym z najlepszych zespołów koncertowych w Polsce?[/b]

Piotr Rogucki: W studiu nie ma zbytniego żywiołu podczas nagrywania, więc nadrabiamy na koncertach. Myślę, że to wszystko dzięki naszej publiczności. To ona nadaje sens istnieniu Comy. Dzięki niej żyjemy. Nie bez znaczenia jest fakt, że przez pierwsze pięć lat funkcjonowaliśmy tylko jako zespół koncertowy, dopiero potem wkroczyliśmy na rynek fonograficzny.

[b]Dwa pod rząd wyprzedane koncerty to duży sukces. W czym tkwi jego tajemnica?[/b]

Chcemy, by każdy koncert wyglądał trochę inaczej, cały czas nad sobą pracujemy. Ściągamy bardzo dobry sprzęt, który sprawia, że poziom naszych występów jest coraz wyższy. Mamy też sporą ekipę. Już podczas poprzedniej trasy liczyła 20 osób. Przede wszystkim jednak jesteśmy wobec naszych słuchaczy uczciwi i dajemy im wszystko, na co nas stać.

[b]Czy dziś będzie trudniej wyjść na scenę, na której wczoraj było tak gorąco?[/b]

Przeciwnie. Myślę, że będzie łatwiej. Bardziej obawiałem się tego pierwszego koncertu. Jednak jesteśmy doskonale przygotowani, odbyliśmy sporo prób w związku z tym, że gramy całą płytę. Bardziej zestresowani byliśmy przed listopadową trasą, tym bardziej że premiera płyty odbyła się tydzień po jej rozpoczęciu, przez co publiczność nie znała jeszcze muzyki. Teraz czujemy większy spokój.

[b]Koncertowe wykonanie trwającej ponad dwie godziny płyty „Hipertrofia” to też wyzwanie...[/b]

Ta płyta jest spójną opowieścią, a na żywo nabiera nowej magii. Poza tym teraz „Hipertrofia” brzmi dużo lżej, pojawiają się nawet elementy improwizacji.

[b]Nie znuży to słuchaczy?[/b]

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Na pewno to niebezpieczny eksperyment – płyta jest długa, dodatkowo jej druga część to bardziej monotonne, wyciszone kompozycje. Dużym wyzwaniem było też przygotowanie wszystkich interludiów, łączników, które są istotne dla całego konceptu. Ale się udało.

[b]Każdy zespół posiada obowiązkowe utwory koncertowe, bez których fani nie wyobrażają sobie występu idoli. Czy są takie utwory z waszej nowej płyty?[/b]

Na pewno koncerty weryfikują zawartość płyty w przypadku każdego zespołu. My też już widzimy, które kompozycje są najgłośniej oklaskiwane. Na pewno „Transfuzja”, która w radiu nie spotkała się z dobrym przyjęciem, a na żywo jest prawdziwie czadową petardą. Także dobrze sobie radzą „Trujące rośliny” i „Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców”.

[b]Czego możemy oczekiwać ze strony zespołu Coma w najbliższej przyszłości?[/b]

Chcemy nagrać płytę z piosenkami Agnieszki Osieckiej i drugą z utworami Młynarskiego.

A tak poważnie, to mamy dużo pomysłów związanych jeszcze z „Hipertrofią”. Nie zdradzam szczegółów, ale na pewno zaskoczymy.

[ramka][b]Po Comie czas na Myslovitz[/b]

Sprzedać dwa koncerty pod rząd w tym samym niemałym miejscu to niełatwa sztuka. Do tej pory udawała się ona przede wszystkim Kultowi. W przyszłym tygodniu spróbuje jej Myslovitz. Grupa wraca na scenę po rocznej przerwie, w czasie której Artur Rojek i pozostali muzycy poświęcali się własnym projektom i życiu rodzinnemu. Do sklepów właśnie trafiła reedycja jednej z najlepszych płyt w dyskografii zespołu – wydanej dziesięć lat temu „Miłości w czasach popkultury”. Podczas koncertu nie zabraknie więc takich przebojów jak „Chłopcy” czy „Długość dźwięku samotności”. Niebawem ukaże się także książka Leszka Gnoińskiego poświęcona dziejom zespołu z Mysłowic. Na koncerty do Palladium (25 i 26 lutego) bilety są jeszcze dostępne. W przedsprzedaży kosztują one 40 zł.

[/ramka]