[b]ŻW: Internauta pytał niedawno na forum miłośników drum’n’bassu – „to »Sticko« jeszcze żyje”?[/b]
Patryk „Stickorama” Wrzosek: Jak najbardziej. Żyję, wychowuję syna, mam tylko straszną kontuzję kolana i nogę do operacji, co uniemożliwia mi jazdę na deskorolce. A że muzyką zajmuję się mniej więcej tyle samo lat, co deską, gram na imprezach, między innymi wokół tego sportu organizowanych. Złapałeś mnie w Płocku, występowaliśmy właśnie na przedsięwzięciu zorganizowanym przez radę miasta. Jak widać, nie umieram. I nie zamierzam!
[b]Ale nie rozpieszczasz polskich słuchaczy dużą ilością występów...[/b]
To wiąże się z zajmowaniem się rodziną i rocznym pobytem za granicą. Pracuję nad debiutancką płytą, wybrałem się więc do Anglii po to, by nałapać kontaktów z wytwórniami muzycznymi. Każdy didżej po paru latach stara się być producentem.
[b]A ty jesteś przecież weteranem, nestorem sceny drum’n’bassowej w Polsce. Jak oceniasz kondycję tej muzyki?[/b]
Drum’n’bass nie umarł. Funkcjonuje na świecie, poświęcane są mu przeogromne imprezy. Niestety, spadła sprzedaż płyt winylowych, podrożały, większość didżejów gra z odtwarzaczy kompaktowych. Ja jednak cały czas gram z winyli. Bardzo cenię sobie analogowy dźwięk.
[b]Czego będzie można oczekiwać po twoim debiucie – starej szkoły czy raczej wycieczek w stronę bieżących trendów?[/b]
Nie zabraknie rzeczy w klimacie nowych brzmień. Dla mnie tworzenie muzyki to artyzm. Nie zakleszczam się w jednym gatunku, staram się łączyć różne klimaty oscylujące wokół połamanych rytmów – melodyjne liquidowe, ciężkie techstepowe, popularny teraz dubstep. Oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe w czterech kawałkach. Nie przygotowuję płyty długogrającej.
[b]Zastanawiam się, jak udało ci się połączyć deskorolkę i drum’n’bass. Z deską kojarzy się raczej hardcore punk czy hip-hop.[/b]
Jestem indywidualistą. Kiedyś byłem didżejem hiphopowym, po czym nastąpił ich wysyp, a ja stwierdziłem, że nie ma sensu być kolejnym w szeregu. Zawsze byłem za muzyką punk rock, bo na niej się wychowałem. Coś zmieniło się w tej kwestii, kiedy jako zawodnik europejskiego zespołu Vansa zacząłem często jeździć do Berlina. Tam w światku, w którym się obracałem, d’n’b słuchali wszyscy i miałem okazję poznać wielkie postaci tej sceny. Zrozumiałem, że to punk XXI wieku. Ma zresztą to samo tempo – 173 uderzenia perkusji na minutę. Grałem go teraz w Płocku. I wszystkim się podobało.
[b]Masz w tym gronie wielki szacunek i reputację pierwszej prawdziwej gwiazdy polskiej deskorolki. Zasłużoną? [/b]
Jak najbardziej. 18 lat temu byłem pierwszą osobą w Polsce, która jako amator startowała w mistrzostwach świata. Wyobraź sobie skalę – 500 zawodowców, jeden amator.
[b]Z drugiej strony nie brak głosów, że swój ogromny potencjał zmarnowałeś przez balangi.[/b]
Nie do końca tak było. Zespół Vansa się rozpadł. Ja nie zaleczyłem kontuzji kolana, przez co cierpię do dnia dzisiejszego. Organizuję sobie zresztą operację. Nie chcę jeździć w starości na wózku inwalidzkim. Wiadomo, że kiedy jeździ się profesjonalnie, dochodzisz do etapu modeli deskorolek sygnowanych własnym nazwiskiem i zarabiasz duże pieniądze. Ja miałem do tego sklep i jeszcze grałem dla ludzi, zmieniając tryb życia na imprezowy... Nie muszę chyba więcej mówić.
[b]A nie było tak, że w stolicy nie mogłeś w pełni rozwinąć skrzydeł – i jako skater, i jako muzyk?[/b]
Może i tak było. Ktoś musi jednak ciągnąć do przodu. Choćby dlatego, że drum’n’bassowa to jest Łódź, Warszawa postrzegana jest jako miasto house’u.
[b]Jak się czujesz w towarzystwie, z którym zagrasz w piątek w CDQ?[/b]
Jestem pewien, że impreza będzie udana. To urodziny mojego wielkiego przyjaciela Armana. Przyjeżdżają moi znajomi z Anglii, ośmioosobowa ekipa, m.in. Mc Andlar, jeden z lepszych nawijaczy z Londynu. Nie mogę się doczekać, byśmy znowu razem zagrali. Mamy plany, by podczas festiwalów drum’n’bassowych na Wyspach zadbać o scenę polską. Dużo zostało do zrobienia.
[i]* Armani B-Day Celebration – Centralny Dom Qultury, ul. Burakowska 12, tel. 022 636 83 00, 21.08, godz. 21, bilety 15 – 20 zł.[/i]
Z Patrykiem „Stickoramą” Wrzoskiem rozmawia Marcin Flint