Czy opowieść o grupie hippisów, młodzieńczym buncie, sprzeciwie wobec wojny w Wietnamie i polityków, wolności i miłości nie straciła dziś na aktualności?
– Absolutnie nie, wystarczy otworzyć gazety i przeczytać choćby o manifestacjach przeciwników ACTA. Bunt młodych ludzi przeciwko systemowi nadal jest aktualny i ważny. Wtedy symbolem zła była między innymi wojna w Wietnamie, dziś są to wielkie korporacje czy instytucje polityczne – mówi reżyser spektaklu przygotowanego we wrocławskim teatrze Capitol Konrad Imiela. – A to, że za pomocą miłości musimy walczyć z nienawiścią i złem, jest przesłaniem uniwersalnym. Trzeba przypominać też, że nie wolno nam rezygnować z naszych marzeń i ideałów.
Reżyser na siłę nie uwspółcześniał spektaklu, bo słusznie twierdzi, że jego muzyczna forma jest nierozerwalnie związana z czasem powstania.
– Poza tym świat dzieci kwiatów wciąż jest atrakcyjny wizualnie i muzycznie, więc nie ma sensu unowocześniać go na siłę – dodaje Imiela.
Wrocławski „Hair" zbierał znakomite recenzje, podkreślano oszałamiającą sprawność wykonawców, świeżość i energię bijącą ze sceny. W listopadzie 2010 r. w Sali Kongresowej był na przedstawieniu komplet, a wykonawcy kilka razy bisowali.
Sceniczna premiera musicalu Gerome'a Ragniego i Jamesa Rado odbyła się w 1968 r. w Biltmore Theatre. Opowiadający o grupie hippisów „Hair" miał sporo kłopotów – władze próbowały zablokować premiery w kolejnych miastach ze względu na kontrowersyjne sceny, między innymi palenie flagi amerykańskiej, wszechobecną nagość i liczne odwołania do narkotyków, co przysparzało mu tylko popularności.
Ale prawdziwą sławę musicalowi przyniosła ekranizacja Milosa Formana z 1979 r. Film zdobył jedną nominację do Oscara i dwie do Złotych Globów oraz oddanych fanów. Także w Polsce.
– Wersję Formana widziałem kilkanaście razy, to jeden z najważniejszych dla mnie filmów. Byłem też na inscenizacji „Hair" w gdyńskim Teatrze Muzycznym – mówi Tomasz Judycki z Żoliborza. – Na pewno pójdę do Sali Kongresowej na „Hair". Świat jest dziś zupełnie inny niż w latach 60. ubiegłego stulecia, ale o pewnych wartościach nie możemy zapomnieć. No i ta fantastyczna muzyka.