Ile książek dziennie wpływa do Biblioteki Narodowej?

Tomasz Makowski:

Od 100 do 700.

Ile z tego wartościowych?

To nie jest dla nas kryterium gromadzenia. Jesteśmy biblioteką, która ma zebrać i przekazać cały dorobek piśmienniczy, drukowany i cyfrowy, następnym pokoleniom. Bez cenzury. Niektóre stare druki z XV czy XVI wieku, które dziś uznajemy za zabytki, tak świetnie się zachowały, bo nie było zbyt wielu chętnych do ich czytania. A ówczesne bestsellery po prostu zaczytano na śmierć. Szukamy na przykład pełnego, bez defektu, egzemplarza pierwszego przewodnika po Warszawie z XVII wieku, „Gościńca" Adama Jarzębskiego. Był tak popularny, że nie zachował się kompletny egzemplarz, tylko dwa zdefektowane.

Dziś dodatek specjalny - "Skarbiec Rzeczypospolitej"

Kiedy w magazynie zabraknie miejsca na regałach?

Za mniej więcej pięć lat. Gromadzimy niemal 200 tysięcy publikacji rocznie, wszystkie wydawane w Polsce książki, czasopisma, płyty z muzyką i filmami, nuty, mapy, globusy, publikacje elektroniczne. To materiał nie tylko badawczy, ale też świadectwo epoki.

Z tego powodu mamy największe w Polsce zbiory pism i filmów erotycznych czy krzyżówek, bo wydawcy są zobowiązani do przekazania nam egzemplarza obowiązkowego. Oczywiście komuś może wydawać się to niepotrzebne, ale dla naukowca, który za 100 lat będzie badał obyczajowość Polaków, materiał ten okaże się bezcenny.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Ale czy da się zgromadzić wszystko? Może to zadanie z poprzedniej, analogowej epoki. Przecież produkujemy coraz więcej treści – w papierze, cyfrowo, w Internecie.

Rzeczywiście ukazuje się coraz więcej tytułów, za to w mniejszych nakładach. Samych tytułów książek w zeszłym roku dostaliśmy o 4 tysiące więcej niż w 2011.

Ale podstawowe zadania Biblioteki Narodowej zarówno w Polsce, jak i w innych krajach nie zmieniają się mimo rewolucji technologicznej. Gromadzimy wszystko, również to, co zwykle po dezaktualizacji wyrzuca się jako bezużyteczne, np. książki telefoniczne. Dziś te przedwojenne są bezcenną bazą adresów setek tysięcy osób.

Ciekawe, czy taki sam użytek będziemy kiedyś mieli ze zgromadzonych tweetów. Średnio 400 milionów wpisów na Twitterze spływa każdego dnia do Biblioteki Kongresu USA. Od utworzenia serwisu w marcu 2006 roku uzbierało się już 170 miliardów tych krótkich informacji. Czy to ma sens?

W Polsce prawo zabrania nam archiwizacji Internetu, staramy się o wprowadzenie przepisu, który umożliwi archiwizowanie stron z domeny.pl. Ale wpisów na portalach społecznościowych nie zamierzamy archiwizować. Rewolucja cyfrowa nie jest pierwsza w dziejach bibliotekarstwa. Większą przeżyliśmy w XV w., kiedy z kultury rękopisu przeszliśmy do kultury druku. Teraz biblioteka już przestała być domem wyłącznie dla papieru. Symbolicznego znaczenia nabrała zmiana w BN. Kiedyś mieliśmy własną drukarnię, w jej miejscu obecnie powstał wielki cyfrowy magazyn, czyli repozytorium. Profesjonalne, zabezpieczone na wypadek ewentualnych nieszczęść takich jak zalanie, spadek napięcia prądu, włamania. Wszystkie polskie biblioteki, które prowadzą digitalizację, będą tu mogły gromadzić swoje zasoby.

Na jakim etapie jest digitalizacja w BN?

Od wynalezienia druku ukazało się w Polsce około miliona stu tysięcy tytułów książek. Mam nadzieję, że do końca 2013 roku zdigitalizujemy jedną trzecią. Kupiliśmy kilkanaście skanerów, w tym jako jedyni w kraju automatyczne. Wkłada się do niego książkę, a elektroniczny paluch ją kartkuje. Zeskanowanie średniej grubości książki trwa ok. 20 minut. Ale jej opisanie w katalogu 2 – 3 godziny.

Czy trzeba skanować całe zbiory BN?

Nie, szacuje się, że zasługuje na to mniej więcej jedna trzecia publikacji. Trzeba pamiętać, że biblioteka cyfrowa sporo kosztuje. Najmniejszy koszt to samo skanowanie, najdroższy – opracowanie metadanych, czyli opisu, dzięki któremu można przeszukiwać treść biblioteki. Wysokie są też coroczne koszty utrzymywania sprzętu, prądu; serwery, na których przechowuje się zbiory, trzeba wymieniać co pięć lat. Papier na półkach może okazać się tańszy w utrzymaniu od biblioteki na serwerze. Dlatego też wcale nie zamierzamy digitalizować wszystkiego z liczącego 9,5 miliona jednostek zbioru.

Jakie BN przyjęła kryteria?

W pierwszej kolejności klasyka, literatura piękna, źródła do historii i kultury, najważniejsze publikacje naukowe, literatura popularna. Hitem naszej Polony okazały się stare książki kucharskie i prasa z września 1939 roku. Zdarzało się, że notowaliśmy jednocześnie 30 tysięcy wejść osób ciekawych, jak gazety relacjonowały pierwsze dni wojny.

Wczoraj czytałem w niej „Sonety" Adama Mickiewicza, ale dostęp do „Bankructwa małego Dżeka" był zablokowany.

W grudniu minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski ogłosił udostępnienie spuścizny Janusza Korczaka w Polonie na podstawie Otwartej Licencji Edukacyjnej Instytutu Książki. Kilka utworów w związku z zawartymi umowami wydawniczymi zostanie udostępnionych w trakcie roku 2013, „Bankructwo małego Dżeka" 1 października. Już teraz dostępne są pierwsze wydania powieści „Król Maciuś I" i „Król Maciuś na bezludnej wyspie".

Czy współczesne biblioteki tak jak muzea staną się wielkimi domami kultury?

Publiczne już są, a właściwie zawsze powinny być. One muszą być otwarte dla wszystkich: starszych i młodszych, pracujących i tych bez pracy. Są często jedynym azylem społecznym w gminie, miejscem bezpłatnym, do którego można przyjść i bez tłumaczeń spędzić w nim czas. Można w niej nie tylko czytać książki, przeglądać gazety, ale też korzystać z Internetu, zamówić bilety, zapłacić rachunki, sprawdzić rozkład jazdy lub oferty pracy. Biblioteka jest jedynym miejscem edukacji dorosłych, w którym można nauczyć się za darmo korzystania z Internetu. Starsza pani, która ma wnuczkę za granicą, wpada, by bibliotekarz nauczył ją komunikacji przez Skype. Ta edukacyjna funkcja bibliotek nie skończy się na pokoleniu ludzi, którzy obecnie są starsi, wykluczeni ze świata cyfrowego. Jeżeli postęp techniczny będzie utrzymywał tempo, to dzisiejsze 20- i 30-latki za kilka dekad mogą być tak samo zagubione, jak teraz bywają ich rodzice i dziadkowie.

Biblioteka publiczna musi mieć książki, o których właśnie się mówi, wtedy jest atrakcyjna. Jak wypadamy na tle Europy?

W Polsce średni nakład książki to 2,5 tysiąca, beletrystyki – 4 tysiące, a bibliotek jest ponad 30 tysięcy. Według naszych statystyk w 2011 roku średnia zakupu nowości wyniosła 7,2 wolumina na 100 mieszkańców. Średnia w Europie to 25, w Danii – ponad 30, a w Estonii – 36. A to oznacza, że polskie biblioteki w większości tylko wymieniają zaczytane lektury szkolne. Samorządy muszą skorzystać z dobrego przykładu MKiDN i zacząć dbać o biblioteki.

A co z takimi molochami jak BN?

Jesteśmy największą biblioteką publiczną i naukową w Polsce. Nasza działalność powinna opierać się na szybkim dostępie do całej produkcji wydawniczej polskiej, serwisów bibliograficznych, płatnych światowych baz danych. W dzisiejszych czasach półroczne opóźnienie w literaturze naukowej nie wchodzi już w rachubę. Warto wspomnieć, że w zeszłym roku zreorganizowaliśmy procedury opracowania w BN i dziś książka nie czeka dłużej niż 24 godziny na sporządzenie opisu katalogowego. Od 4 lutego można zamawiać książki do czytelni z własnego komputera. W zeszłym roku dzięki dotacji ministra kultury udało się kupić 10 tys. książek z najnowszej światowej literatury humanistycznej. Dla przykładu do tej pory mieliśmy 23 książki z kluczowej dla historyków i filologów zajmujących się starożytnością czy średniowieczem belgijskiej oficyny Brepols. W nieodległym czasie dostępnych będzie 5 tysięcy. Zbliżamy się do poziomu najlepszych bibliotek naukowych świata w zakresie usług i zbiorów.

Marzy mi się, by nasza instytucja była obdarowywana hojniej przez prywatnych sponsorów, ale także aby obywatele pamiętali o niej, kiedy spisują testament. W wielu krajach zapisanie w testamencie Bibliotece Narodowej lub innej ważnej instytucji kultury jakiejś sumy pieniędzy jest nobilitujące. Jest coś szlachetnego w geście przekazania części swojego majątku w celu podtrzymania pamięci o przemijających pokoleniach. Dziś to Fundacja Emira Kataru jest naszym największym prywatnym sponsorem.