Reklama
Rozwiń
Reklama

Marek D. witany szampanem

Przed aresztem czekali na niego ochroniarze i żona. – Przyjdzie czas, że zacznę mówić – rzucił dziennikarzom D.

Aktualizacja: 01.02.2008 03:53 Publikacja: 01.02.2008 03:47

Marek D. witany szampanem

Foto: Rzeczpospolita

Przed sieradzki areszt zajechał wczoraj czarny jeep. Wysiadło z niego trzech ochroniarzy, którzy czekali na D. Kiedy lobbysta wyszedł, pod bramę podjechało również grafitowe subaru. W środku siedziała jego żona Aleksandra z szampanem w ręku. Marek D. nie przypominał biznesmena znanego z okładek kolorowych magazynów. Wychudzony, z przerzedzonymi włosami i bez uśmiechu.

Nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarzy. – Dziś nie jest dobry moment ani miejsce. Proszę państwa o cierpliwość, przyjdzie czas na podzielenie się różnymi informacjami, które z pewnością państwa zainteresują – zapowiedział tylko i odjechał do domu teściowej, gdzie od czasu prawnych kłopotów mieszka jego żona z córkami. Młodszego dziecka D. nigdy nie widział. Urodziło się, kiedy był już w areszcie.

Lobbysta wyszedł na wolność ok. 12, czyli dwie godziny wcześniej, niż przewidywano. Sąd Okręgowy w Warszawie wczoraj rano przysłał do aresztu w Sieradzu postanowienie o nieprzedłużeniu aresztu. Prokuratura nie mogła złożyć wniosku o wstrzymanie tego postanowienia, bo zażalenie na wyjście Marka D. Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatrzy dopiero za 19 dni. – Teraz nie możemy zrobić nic – powiedział wczoraj „Rz” Zbigniew Pustelnik, naczelnik katowickiego Wydziału Prokuratury Krajowej ds. Przestępczości Zorganizowanej.

Śledczy nie przekonali sądu, że Marek D. może mataczyć i ucieknie z kraju (odebrano mu paszport i zabezpieczono 30 tys. zł kaucji). Jego żona Aleksandra zapewniała „Rz”, że lobbysta nie będzie unikał spotkań z prokuratorami i sędziami.

W kilku aresztach D. spędził trzy lata i cztery miesiące. Od początku nie jadł posiłków przygotowywanych przez aresztancką kuchnię. Niechętnie sięgał także po zupy z torebek.

Reklama
Reklama

– Kupował produkty w sklepiku lub otrzymywał je w paczkach i sam przygotowywał sobie posiłki z naturalnych produktów: cytryn, oliwy, wędzonego łososia, serów – opowiada jego były towarzysz z celi.

Żona przysyłała D. w paczkach produkty kupione w sklepach ze zdrową żywnością: owoce w puszkach, gorzką czekoladę i japońskie zupy misso. Lobbysta w areszcie dbał o zdrowie. W dzień ćwiczył pompki, przysiady, a w porze popołudniowego spaceru uprawiał marszobiegi. Z zapałem studiował język hiszpański, na naukę którego nie mógł znaleźć czasu na wolności. – Miał duże wsparcie w rodzinie, regularnie otrzymywał miłosne listy od żony i rysunki od starszej córki – dodaje były aresztant.

Za murami aresztów nie stronił też od rozrywki. W styczniu tego roku katowicka prokuratura postawiła mu m.in. zarzut udzielenia środka odurzającego osobie trzeciej. Miał podarować dwa skręty z marihuaną koledze z celi.

Wokół zwolnienia lobbysty narasta polityczna burza. Uwolnienie Marka D. skrytykował w „Rz” były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.W ostrzejszym tonie wypowiedział się wczoraj prezes PiS.

– To wiadomość zła oczywiście – podsumował Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem odkąd ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ćwiąkalski, mamy do czynienia z cichym amnestionowaniem różnych ludzi.

Na Marku D. ciąży osiem zarzutów. Trzy dotyczą sprawy korumpowania posła Andrzeja Pęczaka. Pozostałe to:

Reklama
Reklama

poświadczenia nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, korupcji, wyprania 75 mln zł, posługiwania się sfałszowanym prawem jazdy z kraju, który nie istnieje, oraz udzielenie środka odurzającego osobie trzeciej (dokładnie dwóch skrętów z marihuaną koledze z celi). Od ponad roku D. jest podejrzany o przywłaszczenie ok. 50 mln zł ze swojej firmy Blue Aries, wydanie tej kwoty (pranie brudnych pieniędzy) i niezapłacenie z żoną ponad 7 tys. zł podatku.

Wraz z Pęczakiem i swoim asystentem D. zasiadł na ławie oskarżonych za żądanie i przyjmowanie łapówek. Wszystkim grozi do 12 lat więzienia. Sprawa trafiła do sądu w Pabianicach. Proces się jednak nie rozpoczął z powodu złego stanu zdrowia Pęczaka. W lipcu 2007 roku D. poskarżył się do Strasburga m.in. na długotrwałość swego aresztowania. Sprawa ma zostać rozpoznana w tym roku.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorów

i.kacprzak@rp.pl

,

m.goss@rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Czarzasty kontra Trump. Odwaga czy polityczna kalkulacja?
Kraj
„Mogliśmy zostać wprowadzeni w błąd”. Wojewoda i lekarze weterynarii po aferze w Sobolewie
Kraj
„Rzecz w tym”: Jarosław Kaczyński traci kontrolę? PiS rozrywa już nie tylko Grzegorz Braun
awaria ciepłownicza
Zimne kaloryfery w Ursusie i we Włochach. Lista adresów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama