Afera, której bohaterem jest mało znany do tej pory opinii publicznej senator PO, nie jest zdarzeniem o lokalnych jedynie konsekwencjach. Tak jak np. prawie całkiem zapomniana historia senatora Tadeusza Skorupy z PiS. Roman Ludwiczuk, który w jednej tylko rozmowie używa kilkuset wulgaryzmów, to dużo więcej niż polityczny folklor.
Jego nagrania są wstrząsem dla Platformy. Nawet nie w sensie wizerunkowym, bo partia od razu zmusiła go do rezygnacji z członkostwa. Chociaż należy dodać, że kilku kandydatów PO uczestniczących w II turze wyborów samorządowych, np. Stanisław Kracik z Krakowa, przestraszyło się wpływu przekleństw Ludwiczuka na swoje szanse na elekcję.