Reklama
Rozwiń
Reklama

Fermy smrodzą bezkarnie

Wielkoprzemysłowe fermy zwierząt są zmorą dla mieszkańców, którzy muszą znosić uciążliwe odory. Nadzór nad hodowlą jest dziurawy i sprzyja nadużyciom.

Publikacja: 07.01.2015 01:15

Ferma kur niosek

Ferma kur niosek

Foto: Fotorzepa/ Marian Zubrzycki

W kraju działają 864 fermy wielkoprzemysłowe, a zwierzęta futerkowe utrzymuje ok. 790 firm, z tego najwięcej – 165 – w Wielkopolsce. Do prowadzenia takich przemysłowych gospodarstw potrzebne jest tzw. pozwolenie zintegrowane, które każe spełnić wiele wymogów ochrony środowiska. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli, do którego dotarła „Rzeczpospolita", wynika, że kwitnie proceder obchodzenia przepisów.

Sposób jest prosty: właściciel dzieli na papierze wielką fermę, wydzierżawiając jej część. Na przykład rolniczka mająca fermę drobiu na Pomorzu użyczyła córce jeden z kurników. Tak powstają mniejsze hodowle, podlegające mniej restrykcyjnym przepisom.

To coraz częstsza praktyka. W latach 2011–2013 kontrole tylko jednej wojewódzkiej inspekcji ochrony środowiska (w Warszawie) wykryły podział 13 ferm na 31 mniejszych. W Wielkopolsce było osiem takich przypadków. Na przykład urzędnicy wszczęli tam kontrolę fermy z 3 tys. tuczników, bo nie miała zintegrowanego pozwolenia. Nic nie wskórali, ponieważ budynki chlewni podzielono między dwóch dzierżawców i takie pozwolenie nie było potrzebne. Podział jest fikcyjny, ale dzięki niemu fermy omijają surowe wymogi. Przez to ich działalność jest bardziej uciążliwa dla ludzi i środowiska.

Zastrzeżeń jest więcej. Fermy są za rzadko kontrolowane – twierdzi NIK. Przykładowo w latach 2011–2013 Inspekcja Ochrony Środowiska sprawdziła co roku tylko mniej więcej co trzecią fermę drobiu. Jeśli już są kontrole, ujawniają mnóstwo nieprawidłowości. Odkryto je np. w co trzeciej z 61 ferm zbadanych przez inspekcję weterynaryjną: brudne budynki, zły stan sanitarny otoczenia, stłoczone w klatkach kury i poranione zwierzęta futerkowe, które trzymane w ciasnocie wzajemnie się gryzą.

Protesty mieszkańców najczęściej dotyczą ferm norek. Nie bez powodu – zamiast utylizowania szczątki zwierząt z ferm bywają wyrzucane. Kilka dni temu obdarte ze skóry zwłoki kilkudziesięciu norek znaleźli w rowie mieszkańcy Grzymysławic (Wielkopolska). Stowarzyszenie Otwarte Klatki od lat walczące o zakaz hodowli zwierząt futerkowych zawiadomiło prokuraturę.

Reklama
Reklama

Mieszkańcom przeszkadzają głównie wytwarzane przez fermy odór i hałas. Tymczasem – wskazuje NIK – wciąż nie ma ustawy „odorowej" i za smród nie ma kar. Izba wskazuje, że ta ustawa powinna jak najszybciej powstać. Inny priorytet to zmiana prawa, która ukróci obchodzenie przepisów przez dzielenie wielkich ferm.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki:

g.zawadka@rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama