Reklama
Rozwiń
Reklama

Afera WGI: Skazany za uciszanie klienta

Wiceprezes namawiał klienta, by skłamał przed urzędnikami. Jest wyrok.

Aktualizacja: 01.09.2015 14:29 Publikacja: 31.08.2015 21:10

Według sądu Łukasz K. usiłował „uciszyć” zaniepokojonego klienta, rekompensując mu z naddatkiem wszy

Według sądu Łukasz K. usiłował „uciszyć” zaniepokojonego klienta, rekompensując mu z naddatkiem wszystkie nieprawidłowości. Na próżno

Foto: Fotorzepa, Darek Golik

To była jedna z największych afer finansowych III RP, porównywana z późniejszymi – Finroyal i Amber Gold. Szefowie domu maklerskiego działającego na licencji Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG; obecnie Komisja Nadzoru Finansowego) w dwa lata sprzeniewierzyli pieniądze 1200 osób – suma wierzytelności zgłoszonych przez klientów w postępowaniu upadłościowym to 340 mln zł. Właśnie zapadł pierwszy prawomocny wyrok w tej sprawie.

Łukasz K., wiceprezes Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej Dom Maklerski, został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za namawianie jednego z klientów WGI do składania fałszywych zeznań w postępowaniu prowadzonym przez nadzór finansowy.

– Rozpoznając apelacje wniesione przez obrońców oskarżonego Łukasza K., sąd utrzymał w mocy wyrok – mówi „Rzeczpospolitej" sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzecznik ds. karnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

„Sprawstwo i wina oskarżonego nie budzi żadnych wątpliwości" – uznał sąd w pierwszej instancji, a potwierdził apelacyjny. W uzasadnieniu podkreślił, że „stopień społecznej szkodliwości czynu jest znaczny", dlatego skazał K. aż na osiem miesięcy więzienia. To wyrok w zawieszeniu, bo K. nie był dotychczas karany.

Postępowanie, w którym skazano K., wyłączono z rozprawy głównej dotyczącej WGI ze względu na krótki termin przedawnienia (6 października 2015 r.). Warto podkreślić, że w sprawie tej afery doszło już do pięciu przedawnień z winy prokuratury (m.in. z powodu przewlekłego, siedmioletniego śledztwa).

Łukasz K. namawiał Mirosława G., jednego z klientów VIP domu maklerskiego, aby ten skłamał przed KPWiG, że spółka WGI DM przekazuje mu zgodnie z wymogami prawa informacje o liczbie i rodzaju zakupionych na jego rachunek obligacji oraz wysokościach kwot, za jakie zostały kupione.

G. przez dziewięć miesięcy nie otrzymywał raportów o tym, w co zainwestowano jego pieniądze – ponad 3 mln zł – i z jakim skutkiem. K. tłumaczył to błędem systemu informatycznego, ale jak wykazał sąd, nie była to prawda. „Oskarżony wiedział o nieprawidłowościach w raportach przedstawiających wynik finansowy konta, co potwierdziły kontrole w spółce" – ustalił sąd.

Reklama
Reklama

To Mirosław G. w październiku 2005 r. interweniował w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, informując, że WGI jest nierzetelna i niewiarygodna i należy ją sprawdzić. Szefom WGI było to nie na rękę – spółka jako dom maklerski działała od niedawna na rynku. Łukasz K., jak czytamy w uzasadnieniu wyroku, „zdecydował się »uciszyć« rozgoryczonego klienta, próbując zrekompensować mu wszystkie nieprawidłowości".

„Aby uczynić swoją propozycję atrakcyjną, wiceprezes Łukasz K. wręczył Mirosławowi G. raport, z którego wynikało, że na rachunku stabilnym ma kwotę o 200 tys. zł wyższą, niż wpłacił". „Nakłaniał do zatajenia informacji o nieprawidłowościach na rachunku inwestycyjnym klienta".

G. nie zgodził się na to i w październiku 2005 r. złożył zeznania przed Komisją, przekazując informacje o nieprawidłowościach. W następnym roku wybuchła afera WGI.

Po siedmiu latach nieudolnie prowadzonego śledztwa szefów grupy oskarżono o wielkich rozmiarów niegospodarność, a nie o świadome oszustwo. Nie udało się nawet ustalić, gdzie rozpłynęły się pieniądze (z komputerowych serwerów usunięto istotne dane). Na pewno część z 6,6 mln dolarów wytransferowanych poza granice kraju trafiła na prywatne rachunki Łukasza K. i Macieja S. (współwłaściciela i jednego z szefów WGI) w banku w Szwajcarii.

WGI było wiarygodne na rynku finansowym – miało licencję Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, choć dziś już wiadomo, że w chwili powstania było bankrutem. Zaufanie klientów wzbudzali także członkowie rad nadzorczych spółek WGI – osoby z pierwszych stron gazet, m.in. Henryka Bochniarz, Dariusz Rosati, Witold Orłowski i Bohdan Wyżnikiewicz.

Dlaczego mimo prawomocnego wyroku nie podajemy pełnego nazwiska skazanego? – Sąd, skazując oskarżonego, nie orzekł środka karnego podania wyroku do publicznej wiadomości. W toku postępowania karnego również nie zapadła decyzja właściwego prokuratora lub sądu zezwalająca na ujawnienie danych osobowych oskarżonego – informuje rzeczniczka sądu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama