Przez ostatni rok większość naszych placówek zagranicznych świeciła pustkami. Od kilku miesięcy lawinowo przybywa jednak nominacji ambasadorskich.

Niebawem, jak wynika z informacji „Rz”, zostaną obsadzone trzy kolejne placówki. Do Szwajcarii ma pojechać Wojciech Ostrowski z sekretariatu ministra spraw zagranicznych. Zastąpi Janusza Niesyto.

Tyle tylko, że Niesyto został odwołany już w kwietniu. Placówka w Szwajcarii od ponad pół roku nie miała więc gospodarza. W ostatnich tygodniach Fotyga podjęła decyzję, że pojedzie tam Ostrowski.

Zdecydowała też o obsadzie naszego przedstawicielstwa przy OBWE w Wiedniu. Wakat na tym stanowisku jest od kilku miesięcy, bo przed upływem kadencji został odwołany ambasador Jacek Bylica. Przyczyną miał być brak zaufania rządzących do dyplomaty. Były ambasador przy OBWE uchodzi bowiem za człowieka Włodzimierza Cimoszewicza, szefa MSZ z czasów rządów SLD.

Bylicę ma zastąpić Wiesław Tarka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Tarka jest germanistą i pracował już w dyplomacji.

Najbardziej kontrowersyjną nominacją minister Fotygi jest jednak kandydatura Andrzeja Sadosia na ambasadora w Austrii.

Sadoś to prawa ręka szefowej dyplomacji, człowiek robiący w MSZ błyskawiczną karierę. W ciągu ostatnich dwóch lat zdążył być dyrektorem paru departamentów, przez kilka miesięcy sprawował też funkcję rzecznika prasowego MSZ.

Czy teraz sprawdzi się jako gospodarz ambasady?

Placówka w Wiedniu nie miała szefa prawie od roku. W lutym prezydent Lech Kaczyński odwołał ze stolicy Austrii Marka Jędrysa, ponieważ nazwisko dyplomaty pojawiło się w raporcie WSI.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Rzecznik MSZ Robert Szaniawski nie chciał skomentować informacji „Rz” – Z zasady nie komentujemy kwestii personalnych w dyplomacji – stwierdził jedynie.

Takie „szybkie” obsadzanie placówek dyplomatycznych krytykuje były pracownik i wieloletni członek Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

– Jeszcze niedawno Polska miała 20 wakatów na ważnych placówkach – mówi Tadeusz Iwiński, poseł LiD. – Takie przyspieszenie z jednej strony świadczy o tym, że minister Fotyga zdała sobie sprawę, że bez ambasadorów nie można prowadzić polityki zagranicznej. Jednak na takie nadzwyczajne przyspieszenie trzeba też spojrzeć inaczej. Można przypuszczać, że Fotyga szuka wygodnych stanowisk dla swoich współpracowników. Równie krytyczny jest amerykanista prof. Zbigniew Lewicki z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Te nominacje wpisują się w serię mianowań przez rozmaitych odchodzących ministrów. Nie jest to, co prawda, sprzeczne z prawem, ale szczególnie w przypadku MSZ mało eleganckie i z pewnością nie ułatwi nominatom pełnienia funkcji.

Jego zdaniem skuteczność ambasadorów zależy od ich pozycji we własnym kraju. – Trudno się spodziewać, że tacy nominaci z ostatniej chwili mogliby się cieszyć poparciem i zaufaniem nowej ekipy rządzącej – ocenia prof. Lewicki.

Czy minister Fotydze uda się wysłać swoich kandydatów na placówki? – Tak, nie powinna z tym mieć większych problemów. Co prawda kandydatury przyszłych ambasadorów muszą zostać zaopiniowane przez Sejmową Komisję Spraw Zagranicznych, ale opinia taka nie jest wiążąca – mówi Iwiński.

I podaje przykład Jana Ryna związanego z kontrowersyjnym biznesmenem Janem Kobylańskim. Komisja negatywnie zaopiniowała go na stanowisko ambasadora w Argentynie, a prezydent mimo to podpisał nominację. Kandydaci Fotygi nie będą mieli problemów z akceptacją prezydenta. ?

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.zemla@rp.pl