Sąd Okręgowy w Łomży skazał Marka W. na pięć lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci. Prokurator żądał dla niego 15 lat. – Śledczy nie byli jednak w stanie wykazać, że Marek W. zabił żonę z premedytacją – wyjaśnia sędzia Jan Leszczewicz, rzecznik Sądu Okręgowego w Łomży.
Katarzyna W. zaginęła 9 czerwca 2000 r. Miała 26 lat. Mieszkała w małym miasteczku Kolno na Podlasiu.
Przez osiem lat śledczy ignorowali ważne dowody, które wskazywały, że z zaginięciem Katarzyny W. może mieć związek jej mąż Marek, lokalny biznesmen. Na przykład zeznania świadków, którzy widzieli, jak dwóch mężczyzn wynosiło w nocy z domu W. worek przypominający ludzkie ciało.
Policja miała też zakrwawione szorty biznesmena, ale przez lata nie zlecała badań DNA. Zrobiono je dopiero w 2003 r. Wyniki potwierdziły, że krew na szortach należy do Katarzyny W.
Z kolei gdy siedmioletnia córka W. złożyła obciążające ojca zeznanie, jej przesłuchanie przerwał prokurator prowadzący sprawę – prywatnie sąsiad Marka W. W 2006 r. śledztwo ostatecznie umorzono.