Mieszkańcy Bogatyni przyzwyczaili się już do tego widoku: co weekend biała terenowa toyota z urzędu zajeżdża do powodzian. To burmistrz Andrzej Grzmielewicz (PiS), który ubiega się o reelekcję, sprawdza postępy prac w zniszczonych domach. A przy okazji wręcza lodówki, pralki i odkurzacze z darów, które napłynęły do miasta.
Zdaniem Jerzego Goszczyckiego, kontrkandydata Grzmielewicza popieranego przez PO, to dalszy ciąg autopromocji, którą burmistrz zaczął już pierwszego dnia powodzi. – Zamiast zająć się kierowaniem sztabem, w świetle kamer rozdawał chleb i wodę – wytyka.
– A później nie zaniedbywał osobistego rozdawania darów zgromadzonych w magazynach – dorzuca Paweł Kamiński, kandydat SLD na szefa rady miasta.
– Jako burmistrz nie tylko muszę być liderem, ale też wykazać się empatią. A może osobiste rozdawanie chleba i wody ludziom, których znam i wiem, czy byli poszkodowani, to właśnie sposób zapanowania nad chaosem? – odpowiada Grzmielewicz. – Już mam taki charakter, to dla mnie przyjemność, że mogę pomóc.
[srodtytul]Serial pomoże[/srodtytul]
Bogatynia, Sandomierz i Wilków to symbole powodzi w Polsce. Czy ich włodarze wystartują w wyborach samorządowych 21 listopada? – A mam inne wyjście? – odpowiada bezpartyjny, ale kojarzony z lewicą Grzegorz Teresiński, wójt kilkakrotnie zalanej przez Wisłę gminy Wilków na Lubelszczyźnie.
Rządzący od ośmiu lat Sandomierzem Jerzy Borowski (Sandomierz Razem, wcześniej SLD): – Mój dom też był zalany, a ludzie widzieli, co robiłem. Teraz mają prawo do oceny moich działań.
– Niekandydowanie to tchórzostwo, a nigdy tchórzem nie byłem – zapewnia Grzmielewicz.
Borowskiemu w Sandomierzu w walce o trzecią kadencję ma pomóc kręcony tu serial „Ojciec Mateusz”. Jeden z odcinków ma być poświęcony powodzi i pokazać, jak burmistrz i jego służby pomagają mieszkańcom.
Jego konkurent, wiceszef rady miasta Maciej Skorupa, wraz ze Stowarzyszeniem Kocham Sandomierz podczas powodzi ustawił przy moście namiot i serwował ciepłe posiłki. – Nadal pomagamy potrzebującym i ludzie sami ocenią, czy mój program jest dobry dla miasta – zaznacza.
Z kolei kandydat PiS, poseł Marek Kwitek, już w lipcu wysłał apel do premiera Donalda Tuska. Żądał raportu oceniającego, czy władze Sandomierza we właściwy sposób poinformowały mieszkańców o ewakuacji.
Jan Gil, szef rady gminy Wilków, też rozważa start w wyścigu o fotel wójta z poparciem PiS. Jego kapitał? Podczas powodzi był jednym z najbardziej aktywnych radnych. – Było widać, że Jasiu przejmuje się naszym losem. Przyjeżdżał do nas, organizował spotkania, mówił, gdzie i jakie dokumenty mamy składać – opowiada jeden z mieszkańców.
[srodtytul]Ciszej nad potopem[/srodtytul]
Kandydaci zapowiadają, że kampanie będą skromne. – Wystartuję z marszu. Nie zamierzam robić żadnej kampanii – zarzeka się wójt Teresiński z Wilkowa.
– Byłoby to niestosowne teraz, gdy każdy się zastanawia, czy zdąży z remontem przed zimą, za co przeżyje kolejny rok – tłumaczy jego konkurent Gil.
Grzmielewicz z Bogatyni: – Zero billboardów i plakatów. Zamiast kampanii będą kontynuowane spotkania z powodzianami. I żadnych debat, szkoda czasu na jałowe dyskusje.
Ale opozycja mu nie odpuszcza. – Jeśli dojdzie do drugiej tury, on na pewno nie zostanie burmistrzem – zapowiadają zgodnie Kamiński z SLD i Goszczycki popierany przez PO. Obaj uważają, że szef MSWiA Jerzy Miller, który dzień po katastrofie odwiedził Bogatynię i skrytykował jej PiS-owskiego włodarza, przeciwstawiając mu burmistrza Zgorzelca z PO, niepotrzebnie upolitycznił powódź, ale w gruncie rzeczy miał rację: Grzmielewicz nie panował nad chaosem.
– Burmistrz boi się otwartej dyskusji z opozycją, bo wie, jak bardzo zawalił sprawę – twierdzi Kamiński. – Ale to nie będzie osią kampanii SLD, bo burmistrza trzeba rozliczyć za wiele innych spraw. Rządził w myśl zasady po nas choćby potop. A ten dopadł go pod koniec kadencji.
W Wilkowie nie mają wątpliwości, że temat kampanii będzie jeden. – Nie będzie się liczyło, co władza zrobiła przez 3,5 roku, lecz to, co się zdarzyło po 21 maja – uważa Jan Gil. Wtóruje mu Teresiński: – Powódź zdeterminowała życie ludzi na wiele lat, trudno się dziwić, że przez jej pryzmat będę oceniany.
W Sandomierzu niewygodne pytania dla burmistrza już szykuje Marek Kwitek z PiS. – Wiele zrobił dla rozwoju miasta, ale jeśli chodzi o powódź, pewne pytania muszą paść – uważa.
Burmistrz jest przygotowany na ataki. Winą za dwukrotne zalanie prawobrzeżnego Sandomierza obarcza odpowiedzialnych za wały ludzi podległych marszałkowi województwa. – Po mieście krąży wiele plotek i podczas spotkań z mieszkańcami będę na nie odpowiadał – zapowiada.
[srodtytul]Fotoreportaż z puentą[/srodtytul]
W Wilkowie i Sandomierzu kampania dopiero się rozpędza. W Bogatyni według burmistrza konkurencja już od dawna rozgrywa powódź politycznie. Jak? Grzmielewicz opowiada, że na ostatniej sesji był problem z przyjęciem od rządu 10 mln zł na odbudowę infrastruktury w mieście. Jego zdaniem opozycja chciała to zablokować, by potem ewentualne problemy wynikające z braku tych pieniędzy złożyć na karb nieudolności burmistrza.
Inną scenę z tej sesji zapamiętał Goszczycki. Burmistrz informował na niej, że jeśli ktoś wynajmie do osuszenia firmę, to koszty można pokryć z rządowego zasiłku na remont domów po powodzi (do 20 tys. zł). – Zaapelował do nas: mówcie to swoim wyborcom. I tu ugryzł się w język – uśmiecha się kandydat PO.
Kamiński przypomina, że wielkie ciężarówki z pomocą dla powodzian miały problemy z zakrętem przed miastem, bo Grzmielewicz nie chciał usunąć baneru o najlepiej zarządzanej gminie w Polsce, który zasłania widoczność. To według niego pokazuje, jak burmistrz ogrywa propagandowo powódź.
Co na to Grzmielewicz? Podaje przykład, w jaki sposób oddziela powódź od polityki. Na ostatnie spotkanie z powodzianami nie wpuszczono Kamińskiego z SLD, który prowadzi lokalny portal Bogatynia24.pl krytykujący burmistrza. – On nie był poszkodowany, chciał nagrywać spotkanie i umieścić relację na swoim portalu. Przewodniczący zebrania zapytał, czy zgromadzeni chcą polityki. Domyśla się pan, jaka była reakcja sali – mówi Grzmielewicz.
Kamiński tydzień później opublikował na portalu zrobiony z ukrycia fotoreportaż ze służbowego pobytu Grzmielewicza w stolicy: przelot, luksusowy hotel, knajpy, sklepy, wypady za miasto. – A wszystko to na kilka dni przed powodzią – puentuje polityk SLD.
– Jestem, nie ukrywam, wkurzony – mówi Grzmielewicz.
Kamiński przyznaje, że powodziową konkluzję doklejono „może trochę na wyrost”.
[srodtytul]Politycy w kaloszach[/srodtytul]
Na początku września w Bogatyni zjawił się lider SLD Grzegorz Napieralski. Zbierał informacje, jak wygląda sytuacja miesiąc po powodzi, i zapowiadał, że przygotuje raport dla premiera. Grzmielewicz, nie doprosiwszy się spotkania, pojawił się z lodówkami w pobliżu szefa SLD. – A Napieralski rozdawał wtedy laptopy – opowiada burmistrz.
Lider SLD dwa razy (ale bez laptopów) odwiedzał Wilków. Podczas kampanii prezydenckiej także działacze PO chętnie pojawiali się u boku wójta Teresińskiego. Na rozpoczęcie roku szkolnego przyjechała szefowa MEN Katarzyna Hall. Niedawno Wilków drugi raz gościł prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Z kolei Bronisław Komorowski już jako prezydent przyjechał do Bogatyni z marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną (PO). – Ale zawsze przy takich wizytach pojawiał się aspekt pomocy rządowej i rozwiązań systemowych dla powodzian – zastrzega Jerzy Goszczycki. Przypomina, że to tu Schetyna i Komorowski mobilizowali posłów do powrotu z wakacji i poprawienia specustawy, by mogli z niej skorzystać sierpniowi poszkodowani.
Niedawne spotkanie „Strategiczne wyzwania rozwojowe gminy Wilków – kontekst powodzi” przyciągnęło do Lublina m.in. ministrów Michała Boniego i Jerzego Millera. Szef MSWiA miał dobrą nowinę – powodzianie mogą się ubiegać nawet o 300 tys. zł zasiłku, jeśli przeniosą domy na tereny niezalewowe.
Wójt Wilkowa mówi z rezerwą: – Jeżeli stanie się to ciałem, będę naprawdę zadowolony.
– Ciekawe, dlaczego dopiero jesienią wpada się na taki pomysł? – pyta Grzmielewicz. Nie zostawia wątpliwości, że najwyższe władze w ten sposób wspierają w kampanii lokalnych kolegów.
Ci ten argument odwracają. – Grzmielewicz, bogatyński odpowiednik Jarosława Kaczyńskiego, wywołujący konflikty i głuchy na argumenty, z pewnością nie ułatwi pozyskiwania środków, które są w rękach rządu PO – mówi Jerzy Goszczycki.
– Jako burmistrzowi będzie mi łatwiej dogadać się z rządem, by pozyskać fundusze na odbudowę – argumentuje Krzysztof Niżyński, szef powiatowych struktur PO w Sandomierzu.
[srodtytul]Elektorat: wodolejstwo[/srodtytul]
Obiecanych 100 tys. zł od rządu wciąż nie dostał Marek Sobieski z Bogatyni. Woda z Miedzianki urwała mu pół domu, który remontuje przed zimą. – Na burmistrza zagłosuję, bo z ludźmi był, gdy dotknęła nas tragedia – mówi. – Naprawdę załatwił dużo pomocy, widać, że jest za ludźmi. Tylko on może odbudować Bogatynię. O proszę, droga poprawiona, rzeka wyczyszczona...
– Gdyby to zrobiono dwa lata temu, jak obiecywano, połowę mniej strat by było – uważa Janusz Janik mieszkający kilkanaście numerów dalej. Do dziś nie może się doczekać, by przed domem skuto zwalony betonowy most. – Gadania o powodzi, obietnic pewnie będzie dużo przed wyborami – przewiduje. – Ot, zwykłe wodolejstwo.
[ramka][b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/10/06/wyborcze-gry-w-powodz/#respond]Skomentuj ten artykuł[/link][/b][/ramka]