Na przykład na Węgrzech cierpią na tym samorządy. Jak podaje GW ("Walutowy ból Węgrów"), tamtejsze władze lokalne przez lata właśnie we frankach masowo brały kredyty, żeby pokryć swój wkład we współfinansowane z unijnej kasy inwestycje.
Ich kalkulacja była oczywiście taka sama, jak w przypadku zwykłych obywateli kupujących mieszkania za walutowe pożyczki - dzięki niższemu oprocentowaniu, mniejsze będą koszty spłaty. Teraz okazało się, że koszty jednak są wysokie i samorządy mają problem, który chcą rozwiązać z pomocą rządu.
"Związek Węgierskich Samorządów poprosił premiera Viktora Orbana, by wsparł starania samorządów o roczne moratorium na spłatę zobowiązań. - Liczymy na to, źe w tym czasie forint zdoła się umocnić - powiedział przewodniczący związku Gyorgy Gemesi, dodając, źe w zakulisowych rozmowach banki (m.in. czołowy węgierski OTP i austriacki Raiffeisen) wstepnie poparły ten pomysł" - czytamy w GW.
Znając dotychczasową aktywność węgierskiego rządu w rozwiązywaniu problemów związanych z wysokim kursem franka, można oczekiwać, że do jakiegoś porozumienia dojdzie. Władze już wcześniej pochyliły się przecież nad losem zwykłych obywateli, mających frankowe kredyty hipoteczne, dając im możliwość spłacaty po niższym kursie.
Oczywiście nic w bankowości nie ginie i obecną różnicę w wysokości rat też kiedyś trzeba będzie oddać. Ale taka ustawowa, gwarantowana przez państwo możliwość restrukturyzacji spłat kredytu to dobry pomysł, bo wprawdzie i u nas można z większością banków wynegocjować zmianę zasad spłaty, ale wszystko zależy od dobrej woli pożyczkodawcy.