Reklama

Pobili policjantów. Szybko ich zwolniono

Patrol policji w warszawskiej dzielnicy Wawer został pobity podczas interwencji. Jeden z przestępców zrobił sobie nawet przejażdżkę radiowozem. Dopiero dzięki ściągniętym na miejsce posiłkom udało się obezwładnić napastników. Jednak zwolniono ich bardzo szybko. Policja tłumaczy: postawiliśmy im przecież zarzuty

Aktualizacja: 01.05.2013 17:50 Publikacja: 01.05.2013 17:36

Pobili policjantów. Szybko ich zwolniono

Foto: Fotorzepa, Łukasz Solski Łukasz Solski

Prosta interwencja policyjnego patrolu w Wawrze przy ul. Ligustrowej zakończyła się pobiciem mundurowych. Akcja "pokazała też nieprofesjonalność funkcjonariuszy, którzy nie potrafią nawet zabezpieczyć swojego radiowozu" - komentuje nasz czytelnik, który był świadkiem tej interwencji.

Czytelnik opowiedział jak wyglądało zajście. Dnia 11 kwietnia około południa dwóch policjantów zatrzymało dwóch mieszkańców Wawra. – To mało ciekawi ludzie. Wszyscy ich tu znają ze złej strony – mówi czytelnik. Po chwili między funkcjonariuszami a zatrzymanymi doszło do bójki. - Obaj policjanci zostali powaleni na ziemię. Wyższy z funkcjonariuszy zdołał się wyrwać napastnikowi, ale jego kolega leżał na ziemi. Był bity i kopany - opowiada czytelnik. Napastnik zadawał policjantowi ciosy w twarz a kiedy mu się znudziło, wstał, wsiadł do stojącego obok radiowozu i odjechał. Jak opowiada czytelnik, napastnik zrobił sobie krótką przejażdżkę policyjnym autem a gdy wrócił znów zaczął bić policjanta. Po chwili przestał i razem z kolegą poszli do pobliskiej meliny, gdzie często piją alkohol.

Zdarzenie obserwowała duża grupa ludzi, patrząc ze zdumieniem, jak dwaj mężczyźni biją uzbrojonych po zęby policjantów. – Dopiero gdy przyjechały kolejne radiowozy złapano bandziorów i zawieziono ich na komendę – mówi nasz czytelnik. Jak dodaje, każdy zdrowo myślący człowiek miałby nadzieję, że za brutalne pobicie policjantów, którzy są chronieni prawem, bandyci dostaną wysokie wyroki. – Ale to nie w Polsce. Już następnego dnia zobaczyliśmy obu bandziorów wolnych, uśmiechniętych i jak zwykle pijanych – opowiada świadek. - Jestem starym człowiekiem, byłem w wielu krajach, i nie odważyłbym się powiedzieć czy jest na świecie inne państwo, poza Polską, które pozwoliłoby sobie żeby jego funkcjonariusze zostali tak brutalnie potraktowani, a sprawcy nie ponieśliby żadnych konsekwencji? To hańba i wstyd dla całej policji, nie tylko tej z Wawra – uważa nasz czytelnik i pyta dalej - Czy takie traktowanie bandytów ma być zachętą dla innych łobuzów, by robić wszystko co im się żywnie podoba? Gdzie my żyjemy? W państwie prawa czy bezprawia?

- W cywilizowanym kraju bandyci, którzy napadają na policję, są skazywani na długoletnie więzienie, mają nawet pokazowe procesy, ale w naszym kraju mamy widać inne obyczaje. Dlaczego mamy tak nieprofesjonalnych funkcjonariuszy, którzy nie umieją nawet zabezpieczyć swojego radiowozu i zostawiają w nim kluczyki? Dlaczego uzbrojony policjant w chwili zagrożenia nie użył środków przymusu bezpośredniego? Dlaczego dał się powalić i bić? - pyta czytelnik. - Może warto by do każdego radiowozu przydzielić jednego ochroniarza, wówczas nie dochodziłoby do tak kuriozalnych sytuacji – komentuje czytelnik.

O tą interwencję zapytaliśmy Mariusza Mrozka, rzecznika stołecznej policji. Według jego relacji pechowy patrol dostał informację, że kierowca jednego z samochodów, który jedzie Wałem Miedzeszyńskim może być pijany. – Policjanci zauważyli to auto gdy podjeżdżało pod jedną z posesji przy ul. Ligustrowej – opowiada Mrozek. Dodaje, że w samochodzie poza kierowcą był też pasażer. - W trakcie kontroli samochodu pasażer był agresywny. Zaatakował jednego z funkcjonariuszy. Szarpał policjanta za kurtkę i rozdarł mu kieszeń, z której wypadły kluczyki do radiowozu. Napastnik podniósł je i wsiadł do policyjnego samochodu. Uruchomił silnik i ruszył z miejsca. Odjechał około 100 metrów, zawrócił i ponownie przyjechał na miejsce zdarzenia – opowiada Mrozek. Dodaje, że sprawdzany kierowca też nie chciał zastosować się do wydawanych przez policjantów poleceń. Został więc obezwładniony.

Reklama
Reklama

Natomiast pasażer wrócił na miejsce zdarzenia z kolegą  i ponownie zaatakował funkcjonariuszy. - Po chwili trzej mężczyźni uciekli na teren jednej z posesji – opowiada Mrozek. Dodaje, że na miejsce ściągnięto posiłki i zatrzymano całą trójkę. – Po konsultacji z prokuraturą postawiliśmy im zarzuty – mówi Mrozek. Kierowca został oskarżony o jazdę pod wpływem alkoholu, pasażer, który uprowadził radiowóz odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu, złamanie sądowego nakazu jazdy samochodem oraz naruszenie nietykalności policjantów, a trzeci z mężczyzn tylko za naruszenie nietykalności funkcjonariuszy.

Dlaczego napastnicy tak szybko zostali zwolnieni do domu? Na to pytanie rzecznik stołecznej policji niestety nam nie odpowiedział.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
„Najder połączył ludzi, a nie ich podzielił”. Zbigniew Gluza o „Wywrotowcu”
Kraj
„Rzecz w tym”: „Myślę, że Jarosław Kaczyński jest wściekły na Zbigniewa Ziobrę”
Kraj
Warszawa likwiduje miejsca dla przedszkolaków. Co jest tego przyczyną?
Kraj
Śmierć ciężarnej w szpitalu w Warszawie. Kontrole instalacji gazów medycznych w stołecznych placówkach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama