Śledztwo dotyczące infoafery z zarzutami przyjęcia ok. 5 mln zł łapówki, wielka korupcja przy prywatyzacji STOEN i LOT czy sprawa fabryki gangu produkującej fałszywe pieniądze – te i inne śledztwa największego kalibru utkną, a prowadzącym je wydziałom przestępczości zorganizowanej (PZ) grozi zagłada – alarmują prokuratorzy.
Dlaczego? Bo te elitarne piony w prokuraturach apelacyjnych powołane do ścigania afer i zorganizowanej przestępczości zaleje drobnica.
– Będziemy musieli się zajmować sprawami wójta, który czegoś nie dopatrzył w papierach i przekroczył uprawnienia, czy pseudokibica, który na meczu czwartej ligi obraził policjanta. Zarzucenie nas takimi błahymi sprawami w praktyce oznacza likwidację wydziałów PZ jako jednostki zajmującej się najpoważniejszą przestępczością – mówi „Rz" wzburzony Andrzej Michalski z Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, szef zespołu badającego infoaferę, czyli korupcję przy przetargach informatycznych organizowanych w MSWiA.
300 tomów akt, w tym kilkadziesiąt tysięcy dokumentów, zgromadzono w śledztwie dotyczącym infoafery
Powodem czarnego scenariusza jest nowy regulamin prokuratury, który pod koniec urzędowania podpisał minister sprawiedliwości Marek Biernacki, by m.in. odciążyć prokuratury rejonowe. Zmiany krytykowali śledczy, a prokurator generalny Andrzej Seremet ostrzegał, że grożą one paraliżem śledztw. Regulamin wzbudza obawy, bo wprowadza sztywną właściwość rzeczową – określa, jakie sprawy na jaki szczebel prokuratur będą trafiać.
Niepokój prokuratorów „PZ" budzi zwłaszcza to, że od 1 stycznia 2015 r. mają wpływać do nich wszystkie sprawy „przeciwko działalności instytucji państwowych" określone w kodeksie karnym.
Kryją się za tym przestępstwa urzędnicze, czyli o przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych (art. 231 k.k.), ale też znieważenie czy naruszenie ich nietykalności.
Funkcjonariuszy publicznych jest armia: urzędnicy, radni, sędziowie, policjanci, strażnicy miejscy, komornicy, kuratorzy sądowi czy lekarze.
W praktyce spraw o znieważenie czy nadużycie władzy są tysiące: od medialnych, jak posła Wiplera, który miał „słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe" obrazić mundurowych, po sprawę opozycjonisty, który na procesie gen. Kiszczaka rzucił w sędzię tortem.
– Podczas eksmisji dostaje się komornikom, a drogówkę obrażają pijani kierowcy. Między sprawą o milionowe oszustwo VAT mamy oskarżać o obrazę władzy – drwią śledczy.
Wydziały ds. przestępczości zorganizowanej będą prowadzić też większość spraw korupcyjnych – nawet pospolite, gdy łapówkę weźmie gminny urzędnik. Zajmą się także sprawcami alarmów bombowych, czyli np. gimnazjalistami, którzy chcieli uniknąć lekcji.
Ile takich drobnych i często nieskomplikowanych spraw trafi do elitarnych wydziałów?
Takie dane zbiera Prokuratura Generalna, ministerstwo analizy nie robiło.
– Z symulacji wynika, że po wejściu nowych przepisów do naszego wydziału PZ wpłynie 4–5 tys. spraw, to 38 razy więcej niż dziś. Będzie problem z prowadzeniem ważnych śledztw – mówi Marek Konieczny z poznańskiej apelacji.
Z kolei Waldemar Tyl, wiceszef apelacji warszawskiej, ocenia, że tylko spraw o przekroczenie uprawnień będzie ponad 4 tys. rocznie.
– Ustanowienie sztywnych zasad powoduje, że prokuratorzy, którzy wyspecjalizowali się np. w prowadzeniu skomplikowanych spraw gospodarczych, będą tracić czas na sprawy proste i drobne – mówi Leszek Goławski z PA w Katowicach. – Czy ktoś policzył koszty logistyczne takich zmian? – pyta.
Prokuratorzy wskazują, że odbiją się one nie tylko na poważnych śledztwach, ale też pociągną koszty dla państwa i utrudnią życie np. świadkom. Kiboli za rozróbę pod Ostrołęką policjanci będą dowozić do apelacji w Warszawie.
Nieoficjalnie śledczy mają swoją teorię: chodzi o zawalenie PZ lawiną spraw, a wtedy żadnej wielkiej afery nie wykryją. I okaże się, że nie ma korupcji przy przetargach, gdzie są unijne pieniądze, i załatwiania spraw za wielkie łapówki, bo komu wystarczy czasu na ich ściganie.
W 11 apelacjach w wydziałach PZ pracuje 155 prokuratorów. W czerwcu minęło 20 lat od utworzenia tego pionu. – Wręczono nam medale, a teraz grozi nam praktycznie likwidacja – mówią śledczy.
– Prokuratura Generalna dokładnie analizuje skutki wejścia w życie regulaminu i zgodność niektórych zapisów z konstytucją. W takim kształcie obowiązywanie tego aktu może zaszkodzić jakości śledztw – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik PG. – Prokurator Seremet będzie rozmawiał o tym z nowym ministrem.