"Gazeta Wyborcza" nie ma najmniejszych wątpliwości, że SKOK-i to samo zło. Maciej Samcik pisze wprost, że ich prezesi próbują tworzyć rzeczywistość równoległą, mocno podrasowaną „w stosunku do szarej codzienności". Mają też doświadczenie w koloryzowaniu i trudno wierzyć w zapewnienia ich przedstawicieli. Zarządy kas bawią się z nadzorem finansowym w kotka i myszkę, a całemu systemowi kas grozi katastrofa.

Tak katastrofalnej wizji nie ma, na szczęście, w „Rzeczpospolitej". Waldemar Grzegorczyk wskazuje w swoim komentarzu, że kasy nie są potęgą finansową i były fatalnie zarządzane, jednak nadal mają 2 mln klientów, którzy trzymają w SKOK-ach ponad 10 mld zł oszczędności. Tymczasem najprostszą metodą doprowadzenia do upadłości banku jest rozpowszechnianie informacji, że jest bliski bankructwa. Ta metoda może się sprawdzić i przy kasach... Grzegorczyk wskazuje, że już w trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi, w której pojawiał się temat SKOK-ów klienci wypłacili z kas ponad 800 mln zł. I zastanawia się ile pieniędzy wypłynęło od czasu, gdy „Wyborcza" zacytowała w tytule słowa ministra Szczurka: „SKOK-i są niewypłacalne?" Tylko „Rzepa" zrobiła rozmowę z Rafałem Matusiakiem – prezesem Kasy Krajowej SKOK, który zapewnia, że nie ma mowy o niewypłacalności kas, ani nie dochodzi do masowego wycofywania depozytów, w związku z całym zamieszaniem. Narzeka, że w raportach firmy audytorskiej, która badała ich kondycję na zlecenie KNF są błędy i rozbieżności, a kasy, w porównaniu z bankami traktowane są w sposób nierówny – choćby w zakresie zasad publikowania danych o kredytach przeterminowanych. Prezes najwyraźniej oczekuje też wsparcia od państwa na wzór, jak twierdzi, brytyjski. „Toczy się dyskusja na temat repolonizacji sektora finansowego, więc dlaczego jej elementem nie miałoby być wzmocnienie takich instytucji jak PKO BP, banki spółdzielcze i kasy spółdzielcze?" – pyta Matusiak. Cóż, panie prezesie, chętnych do wzmocnienia na pewno znalazłoby się dużo więcej!

Łukasz Wilkowicz liczy w „Dzienniku Gazecie Prawnej", że najniższy rachunek za problemy SKOK-ów wyniesie 1,2 mld zł. Ale gdyby doszło do upadłości systemu, może to być nawet ponad 10 mld zł, bo tyle wynosi wartość zgromadzonych przez kasy depozytów. Wilkowicz pisze też o tym, że na wczorajszym posiedzeniu Komisja Nadzoru Finansowego mogła podjąć decyzję o wprowadzeniu w niektórych kasach zarządu komisarycznego. Nie poinformowała o tym jednak dlatego, że najpierw informowane są władze danej kasy.

W „Wyborczej" wywiad z premier Ewą Kopacz, która (a jakże!) też się do SKOK-ów odnieść musiała. Na pytanie dlaczego PO zajęła się kasami dopiero w kampanii prezydenckiej, zamiast 10 lat temu, Kopacz nie odpowiada. Mówi za to, że objęcie kas nadzorem finansowym przed 3 laty to jednak dzieło Platformy. Nie odpowiada de facto również na inne mniej wygodne pytania – np. czy szefowie regionów w aferze podsłuchowej powinni kandydować do Sejmu. Pani premier ochoczo grilluje za to PiS wskazując, że jest „zakompleksione, wiecznie z pretensjami, pełne obaw wobec UE". A politycy tej partii swoimi działaniami zaprzeczają wolności. A przede wszystkim, że nawet Święty Mikołaj nie da tyle ile PiS obieca.

W sumie to, Drodzy Czytelnicy, szkoda czasu na wywiady przewidywalne.