Od kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, wielu sportowców stara się rozwiązać obowiązujące ich kontrakty i wyjechać z kraju. Głośno było o zmianie klubu przez Grzegorza Krychowiaka, który do podobnego kroku miał namawiać też kolegów z FK Krasnodar. Reprezentant Polski przeszedł do AEK Ateny, ale w Rosji zostali m.in. Sebastian Szymański i Maciej Rybus. Tego drugiego (ma żonę Rosjankę) klubowe media Lokomotiwu Moskwa pokazały na zdjęciach z treningu. Widać na nich, jak reprezentant Polski się uśmiecha.

O dobrej atmosferze w drużynie starał się też wszystkich przekonać koszykarski Zenit Sankt Petersburg. Klub najpierw dał zagranicznym zawodnikom kilka dni na zadbanie o rodziny, a następnie wezwał koszykarzy do siebie. O polubownym rozwiązaniu umowy nikt po stronie rosyjskiej nie chciał wtedy słyszeć. W mediach społecznościowym Rosjanie napisali, że kilku graczy, w tym Mateusz Ponitka, wróciło z krótkich wakacji. Wszyscy wyszli na parkiet w meczu z CSKA Moskwa.

W Polsce zawrzało, bo Ponitka to kapitan kadry, jeden z jej najważniejszych zawodników. Jak to możliwe, że wrócił grać do Rosji, skoro równocześnie jego brat Marcel rozwiązał kontrakt z PARMA Perm, a Litwin Mindaugas Kuzminskas oświadczył, że do Zenita wracać nie zamierza. Ostatecznie jednak Polakowi udało się polubownie rozwiązać kontrakt, a o szczegółach opowiedział na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Zaczął od tego, że jest przeciwny rosyjskiej agresji i wspiera Ukraińców materialnie. Dobrze, że to wyraźnie wybrzmiało, chociaż sam koszykarz nie chciał opowiedzieć o szczegółach pomocy, bo "nie robi tego dla poklasku". Potem szczegółowo opowiedział o tym, jak starał się rozwiązać umowę z klubem z Rosji. Najpierw zadbał o rodzinę (żonę, syna, teściową i zwierzęta), którą przez Królewiec przewiózł do Polski. Sam musiał wracać, bo Zenit nie zgodził się na rozwiązanie umowy, a pójście na konfrontację groziło dwuletnią dyskwalifikacją. Ponitka to kapitan Zenita i miał z klubem jeszcze ponad dwuletnią umowę. Jeśli Międzynarodowa Federacja Koszykówki (FIBA) nie wykluczyłaby Rosji ze swojego grona (decyzja zapadnie dopiero 25 marca), to polski koszykarz nie mógłby nigdzie podpisać kontraktu.

Dlatego wrócił i wyszedł na parkiet, chociaż nie było mu łatwo. - Dobrze, że miałem na twarzy maskę, chroniącą nos, to nie było po mnie widać emocji - mówił na konferencji w Warszawie i dodał, że od pierwszego dnia wojny szukał sposobu na rozwiązanie umowy. - Po meczu rozmawiałem z trenerem i klubowym menedżerem. Powiedziałem, że nie jestem w stanie udźwignąć obowiązku gry, musimy usiąść do stołu i znaleźć sposób, na rozwiązanie umowy - stwierdził.

Na szczęście udało się osiągnąć kompromis, chociaż o szczegółach (ewentualnych karach finansowych) Ponitka nie mógł opowiadać. Zanim rozwiązał kontrakt, spadła na niego lawina krytyki. Sporym echem odbiły się wpisy Marcina Gortata. Były reprezentant Polski stwierdził, że kapitanowi kadry brakuje charakteru. W poniedziałek Ponitka odpowiedział. Przytoczył różne sytuacje z przeszłości, związane z grą Gortata w kadrze. Nawiązał też do pseudonimu "Polski Młot", którego Gortat dorobił się w czasie gry w NBA.

Obok Ponitki głos zabierał też prezes PZKosz Radosław Piesiewicz. Opowiadał o pomocy, jakiej związek udzielał koszykarzowi. Dodał też od siebie, że Ponitka woli być królem parkietu, a nie Twittera, jak jego były kolega z kadry.

To kolejny akt konfliktu w polskiej koszykówce, gdzie część środowiska staje po stronie Gortata i jego przyjaciela Adama Waczyńskiego, a część opowiada się za prezesem Piesiewiczem i Ponitką.

Teraz zawodnik, po opuszczeniu Rosji jest tzw. wolnym agentem i może teoretycznie podpisać kontrakt z kim chce, tylko że okienka transferowe się powoli zamykają i czasu jest coraz mniej. Ponitka na siłę nie będzie szukał drużyny, jeśli nie znajdzie klubu, to chce być gotowy na czerwcowe mecze o awans do mistrzostw świata. Będzie się przygotowywał pod okiem trenera przygotowania fizycznego kadry Dominika Narojczyka.