Kardynał Gulbinowicz został pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego w katedrze i pochówku w katedrze. Nuncjatura nakazała mu też wpłacenie odpowiedniej sumy pieniędzy jako darowizny na działalność Fundacji Św. Józefa powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski w celu wspierania działań Kościoła na rzecz ofiar nadużyć seksualnych.
Kard. Gulbinowicza oskarża wrocławski poeta Przemysław Kowalczyk, posługujący się pseudonimem artystycznym Karol Chum. Do molestowania miało dojść, gdy jako nastolatek autor wpisu spędził noc w pałacyku kardynała Henryka Gulbinowicza. Impulsem do tego wyznania miał być film braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu".
Na kardynała nałożono sankcje dyscyplinarne za molestowanie, czyny homoseksualne oraz współpracę z ówczesną Służbą Bezpieczeństwa - informowała gazeta Stolicy Apostolskiej "L'Osservatore Romano”. Komunikat ten opublikowano 7 listopada 2020 roku w rubryce "Nasze informacje”.
Jak pisze Interia, na termin decyzji dotyczącej kardynała Gulbinowicza zwrócił uwagę dr hab. Rafał Łatka, historyk i współautor książki "Dialog należy kontynuować. Rozmowy operacyjne Służby Bezpieczeństwa z ks. Henrykiem Gulbinowiczem 1969-1985. Studium przypadku”. Za dwa tygodnie ma się ona ukazać nakładem Wydawnictwa IPN. Prof. Łatka podkreśla w rozmowie z portalem, że „wydaje się, że to próba zareagowania przed czasem”. - Wiele zostało już przedstawione w artykule, który w czerwcu ukazał się na łamach czasopisma "Glaukopis". W książce razem z prof. Filipem Musiałem przedstawiamy dokładniej, jak wyglądał i do czego prowadził dialog operacyjny Służby Bezpieczeństwa z księdzem biskupem, później arcybiskupem Henrykiem Gulbinowiczem - powiedział Łatka Interii. Dodał również, że jego zdaniem właśnie dzięki rozmowom z SB ks. Gulbinowicz został metropolitą wrocławskim. - Chodziło o to, żeby rozstrzygnąć konflikt między episkopatem a władzami PRL o obsadę metropolii wrocławskiej po śmierci kardynała Bolesława Kominka w 1974 roku. Ten spór trwał prawie dwa lata. Władze PRL zgodziły się na mianowanie biskupa Gulbinowicza metropolitą z dwóch względów: SB prowadziła z nim tajne rozmowy i widziała, że w przeciwieństwie do innych kandydatów, których przedstawił kard. Stefan Wyszyński, to Gulbinowicz nie jest w stu procentach lojalny wobec prymasa i będzie można z nim prowadzić grę, mająca na celu osłabienie pozycji Wyszyńskiego - zaznaczył prof. Łatka.
Historyk mówił także o wątku związanym z Leszkiem Sławojem Głódziem, byłym metropolitą gdańskim, który był wówczas księdzem w Białymstoku. Jak powiedział prof. Łatka, „był on kierowcą bp. Gulbinowicza, który zawiózł go na spotkanie z gen. Konradem Straszewskim, szefem IV departamentu MSW, którego głównym celem było zwalczanie Kościoła w PRL”. Jak dodał, pokazuje to, że ówczesny administrator apostolski w Białymstoku darzył ks. Głódzia dużym zaufaniem. - Podejrzewam też, że to jest punkt, od którego Gulbinowicz zaczyna wspierać karierę Głódzia - stwierdził i podkreślił, że jednym z powodów, dla których Gulbinowicz nawiązał relacje z SB, była obawa przed ujawnieniem prowadzenia przez duchownego "niemoralnego życia w okresie pracy w Białymstoku i Olsztynie”. Miała o nim wiedzieć bezpieka. Historyk zwraca tu uwagę na utrzymywanie kontaktów homoseksualnych z osobami pełnoletnimi w młodym wieku.
Rozmowy Henryka Gulbinowicza z bezpieką miały trwać około 16 lat. - To nie bez znaczenia. Kard. Gulbinowicz mógł je w każdej chwili przerwać i nie groziły mu za to żadne konsekwencje. On jednak je kontynuował, za każdym razem dbając o konspirację. Widać, że obie strony dialogu chciały z niego jak najwięcej wynieść - powiedział prof. Łatka w rozmowie z Interią.
Wcześniej w sprawie kard. Gulbinowicza głos zabrała Archidiecezja Wrocławska. W wydanym komunikacie przeprosiła skrzywdzone osoby.