Informatycy i prawnicy dowodzą, że nie ma idealnych programów komputerowych.
– Zamawiający zawsze otrzyma produkt, który ma jakieś wady fizyczne zarówno ukryte, jak i jawne – podkreśla Magdalena Kowalska, prawnik, specjalista od testów oprogramowania.
Jednak nie każdy defekt (np. złą część kodu, błędną instrukcję w systemie) uznaje się za wadę w sensie prawnym, bo większość nie ma bezpośredniego wpływu na normalne użytkowanie systemu. Wadami będą tylko te defekty, które wywołują awarię, czyli sytuację, gdy program nie działa albo działa niepoprawnie.
[b]Producenci, dystrybutorzy i firmy wdrożeniowe w umowach starają się z góry zastrzec, że oferowany produkt może być wadliwy.[/b]
– Stosują też wyłączenia lub ograniczenia odpowiedzialności za wady – mówi Sławomir Ciupa, radca prawny z kancelarii Ciupa Sobol i Wspólnicy. Podkreśla jednak, że zamawiający może się bronić przed tym, określając dokładnie w umowie cele biznesowe, dla których kupuje oprogramowanie, wymagania użytkowników, wymagania funkcjonalne, rodzaje testów, jakie powinien przejść produkt. Trzeba też włączyć do umowy treść ofert kontrahenta, w których zwykle zachwala swój produkt, jak również dodać szczegółową specyfikację przedmiotu umowy.
Odpowiedzialność producenta zależy m.in. od tego, czy dochowa należytej staranności.
- Na ocenę, czy system informatyczny wykonano, dochowując tej staranności, wpływa kilka elementów – podkreślała Anna Bobkowska z Politechniki Gdańskiej podczas konferencji „Należyta staranność w informatyce” zorganizowanej przez SoftLex i ETC Bettersoftware. Chodzi m.in. o wykonywanie zadania przez osoby z odpowiednimi kompetencjami i predyspozycjami, o odpowiednie warunki projektowe (czas, budżet), skuteczną komunikację z klientem.
Zamawiający powinien dostarczyć specyfikację wymagań i precyzyjnie określić swoje oczekiwania. Konieczne są też testy oprogramowania. Należyta staranność będzie więc określana indywidualnie w zależności od produktu, jego złożoności i przeznaczenia.