Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 586

Jak wynika z doniesień rosyjskich mediów, urzędnicy z Rosji niechętnie podejmują pracę w okupowanych regionach Ukrainy. Obietnice wyższych wynagrodzeń nie likwidują obaw o własne życie w świetle coraz częstszych ukraińskich ataków. Płace na tych terenach są nawet dwukrotnie wyższe niż na terytorium Rosji. 

Aby uzupełnić braki kadrowe na zaanektowanych terytoriach, Kreml organizuje konkursy na poszczególne wyższe stanowiska, które są postrzegane jako odskocznia do kariery dla rosyjskich urzędników – poinformowała Meduza. Nie ma jednak wielu chętnych do udziału w konkursach.

Czytaj więcej

Rosjanie tworzą nowe brygady, które mają przełamywać ukraińskie linie

Urzędników zniechęca groźba większej liczby ukraińskich działań militarnych związanych z kontrofensywą w zaanektowanych regionach, w tym w obwodach ługańskim, donieckim, chersońskim i zaporoskim. Rosyjscy urzędnicy niechętnie podejmują się tam pracy także z powodu zamachów na prorosyjskich kolaborantów.

Rosja werbuje na terenach zaanektowanych. Cel: 130 tysięcy dodatkowych żołnierzy

Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał we wrześniu ubiegłego roku dekret formalnie anektujący cztery regiony Ukrainy, planując zbliżenie ich do Rosji.  

"Zbliżenie" to obejmie także  pobór do wojska - Ministerstwo Obrony Rosji ogłosiło w zeszłym miesiącu, że mieszkańcy czterech okupowanych regionów po raz pierwszy zostaną objęci poborem do rosyjskiej armii.

Według rosyjskiej propagandowej agencji TASS pobór, który rozpoczął się 1 października i potrwa do końca roku, ma na celu powołanie 130 tysięcy dodatkowych żołnierzy do walki z Ukrainą.