- Trzymajmy się faktów: poczynając od pierwszych dni, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, dostarczaliśmy Ukrainie broń i amunicję. To całkowity zwrot w żelaznej polityce wszystkich niemieckich rządów federalnych, by nie eksportować broni w rejon kryzysów - mówił Scholz.

- Dostarczaliśmy Ukrainie to, co mieliśmy: zestawy przeciwczołgowe i przeciwlotnicze, miny, karabiny, tony amunicji (...). Od tego czasu przeszliśmy do bardziej złożonych zestawów o dużej wartości. Samobieżne haubice, wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet, systemy przeciwlotnicze, radary do prowadzenia ognia przeciwbateryjnego. Niektóre z tych systemów są na tyle nowe, że niewiele zostało wyprodukowanych, a niektórych nawet nie wprowadziliśmy do wyposażenia niemieckiej armii - dodał niemiecki kanclerz.

Czytaj więcej

Niemieckie wyrzutnie rakiet dotarły na Ukrainę. "Trzeci brat"

Scholz podkreślił też, że broń przekazywana Ukrainie wymaga szkolenia ukraińskich żołnierzy, które Niemcy również zapewniają.

- Gdy rozmawiamy, Ukraińcy szkolą się z użycia nowego wyposażenia w kilku miejscach w Niemczech. Będziemy nadal zapewniać to wsparcie Ukrainie tak długo, jak długo będzie trzeba - podsumował.

Była szczera nadzieja, że możemy zostawić okres konfrontacji z Rosją za sobą

Olaf Scholz, kanclerz Niemiec

Scholz był pytany również o uzależnienie Niemiec od gazu z Rosji.

- Niemcy, tak jak wiele innych krajów Europy, kupowało gaz z Rosji przez dekady. Dostawy były realizowane nawet w najzimniejszych okresach zimnej wojny. Niemcy nie są jedynym krajem, który w przeszłości próbował budować inną przyszłość z Rosją: Rosja była członkiem G8, rosyjski prezydent był zaproszony na szczyt NATO w Lizbonie, relacje NATO-Rosja były na ścieżce do strategicznego partnerstwa. Była szczera nadzieja, że możemy zostawić okres konfrontacji za sobą - odparł.

Jednocześnie Scholz przyznał, że nie chce zaprzeczać iż Niemcy zbyt długo polegały i zbyt bardzo uzależniły się od surowców energetycznych z Rosji.