W środę Sąd Najwyższy Rosji odłożył decyzję o tym, czy uznać jednostkę za organizację terrorystyczny.

Wiaczesław Wołodin, sojusznik prezydenta Władimira Putina, powiedział, że Rosja przeprowadzi śledztwo w sprawie każdego członka Azowa, aby dowiedzieć się, w co byli zaangażowani.

"Ci, którzy mają krew na rękach, staną przed sądem" - zapowiedział spiker Dumy Państwowej w serwisie Telegram.

Pułk Azow, część Gwardii Narodowej Ukrainy, został założony w 2014 roku jako jedna z wielu ochotniczych milicji do walki z prorosyjskimi separatystami w Donbasie. Jej bojownicy byli traktowani jako bohaterowie narodowi za przeciwstawienie się siłom rosyjskim, które przez tygodnie oblegały Mariupol.

Bojówka pierwotnie wywodziła się z organizacji politycznej, która propagowała skrajnie prawicowe idee białych nacjonalistów.

Władze w Kijowie twierdzą, że została ona przeorganizowana z dala od swoich początków i że nie ma nic wspólnego z polityką. Rosja twierdzi, że nadal składa się on z niebezpiecznych skrajnie prawicowych neonazistów, a zlikwidowanie jednostki uczyniła celem wojennym. 

Czytaj więcej

Miedwiediew wierzy, że broń atomowa chroni Rosję przed trybunałami karnymi

Około 43 członków pułku zostało uwolnionych w środę w ramach wymiany więźniów między Rosją a Ukrainą, co wzbudziło w Kijowie nadzieję, że Rosja może być gotowa uwolnić więcej bojowników. 

Wołodin powiedział, że środowa wymiana dotyczyła głównie "ciężko rannych i niezdolnych do udziału w działaniach wojennych".

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Ministerstwo Obrony Rosji podało w czwartek, że od początku konfliktu schwytano lub poddało się ponad 6 tys. ukraińskich wojskowych.

Krewni ukraińskich bojowników zaapelowali o ochronę ich praw na mocy konwencji genewskich z 1949 roku, które stanowią, że jeńcy wojenni powinni być traktowani w sposób humanitarny oraz zwolnieni i repatriowani bezzwłocznie po ustaniu aktywnych działań wojennych.