– Skupiamy się na około 100 wątkach dziennie podzielonych na 17 kategorii, obserwujemy je i analizujemy – mówi nam ekspert Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, z uwagi na charakter działań proszący o zachowanie anonimowości.

Od rosyjskiej agresji na Ukrainę w sieci są rozpowszechniane treści mające budować negatywny wizerunek i wrogie nastroje wobec nich. Mianownik jest wspólny: to treści, których nie da się zweryfikować.

Dezinformacja zmienia swój charakter i dostosowuje się do „luk” mentalnych społeczeństwa

Obecnie na topie są kwestie związane z ekonomią i szeroko pojętym „socjalem”, czyli wsparcia dla uchodźców, wątki inflacji, w tym wysokich cen paliwa, oraz mające uzasadnić przekonanie, że „Polacy są obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju” – wskazują „Rzeczpospolitej” eksperci NASK. Częściej dochodzi do wypominania Ukraińcom, że są dobrze ubrani, mają dobre auta i są rzekomo „niewdzięczni” tym, którzy zaoferowali im mieszkania.

Inny segment – jak zauważa NASK – dotyczy spraw międzynarodowych.

– Początkowo powielano opinie, że „Polska będzie wplątana w wojnę”, teraz eksplorowane są opinie, że na wspieraniu Ukrainy wyjdziemy „jak Zabłocki na mydle”, że nie wiadomo, po co się zbroimy. To osłabianie sensowności obecnej polityki zagranicznej – oceniają eksperci NASK.

Dezinformacja zmienia swój charakter i dostosowuje się do „luk” mentalnych społeczeństwa. – Obecnie głównymi aktorami w działaniach dezinformacyjnych są często prawdziwe wydarzenia i prawdziwi ludzie – wskazuje znawca z NASK.

W praktyce np. znana osoba podaje informację o wzroście ceny paliwa, co jest wykorzystywane do akcji dezinformacyjnej. Spośród obserwowanych kont ok. 25 proc. działa dłużej, wypowiadało się np. o 5G, covidzie, a teraz o gospodarce i małpiej ospie, uprawiając dezinformację.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Kto je prowadzi? – Boty, trolle i „użyteczni idioci”. Tysiąc kont, które mamy zdiagnozowane, wpisuje się w narrację prorosyjską – podchwytują tezy, które widzimy w Ria Novosti i które wygłasza Ławrow – zaznacza ekspert.

Jak mówi, dominują konta, na których są spekulacje, pytania z tezą, a nawet plotki. Przekaz typu „znajomy widział, sąsiad tak miał”, i na tej podstawie są budowane negatywne emocje. Bardzo rzadko jest to odniesienie do faktów. Dlatego tak ważna jest edukacja – zauważa nasz rozmówca.

I podkreśla, że dezinformacja nacechowana emocjonalnie jest bardzo groźna – jej efektem są np. kolejki do bankomatów i na stacjach benzynowych. A jest nieuchwytna z perspektywy regulaminów platform społecznościowych i regulacji prawnych.

Dezinformacja czeka też na wydarzenia, które służą „zalegendowaniu” plotek – tak było z zabójstwem na Nowym Świecie w Warszawie, gdzie początkowo pojawiła się sugestia, że sprawcą jest Ukrainiec – co było nieprawdą. – Narracje wtłaczane ludziom podprogowo do głowy mają stworzyć wrażenie, że jest problem – zauważa ekspert.

– Rozsiewanie nieprawdziwych informacji czy fałszywe oskarżenia pod adresem jakiejś grupy społecznej lub narodowościowej zawsze jest groźne, bo może prowadzić do aktów nienawiści – mówi dr Cezary Tatarczuk, ekspert ds. bezpieczeństwa. – Na szczęście w tym przypadku zjawisko nie jest masowe – dodaje i przestrzega przed bezrefleksyjnym powielaniem kłamstw.

Pomocą służy NASK – uruchomił profile „WłączWeryfikację” na Facebooku i Twitterze, na których eksperci analizują, jakie obecne w sieci treści noszą znamiona dezinformacji.