Ale potrafił to zwycięstwo znakomicie wykorzystać. 27 listopada 1989 r., zaraz po upadku muru, Helmut Kohl zadzwonił do niego z zapowiedzią, że następnego dnia ogłosi plan zjednoczenia Niemiec. Nikt inny, nawet François Mitterrand, nie został o tym ostrzeżony. W kluczowym momencie wyszła na jaw słabość ówczesnej integracji europejskiej: jedynym prawdziwym partnerem Niemiec okazała się Ameryka.
Bo też George H.W. Bush, prezydent bez charyzmy, ale z solidnymi wartościami, od miesięcy mówił o „Europie zjednoczonej i wolnej". Sedno tej wizji stanowiło połączenie państw niemieckich, ale pod warunkiem, że razem pozostaną w NATO. Była to wizja odważna, bo entuzjastką odzyskaniu wolności przez Europę Środkową nie była wówczas Margaret Thatcher, a Mitterrand obawiał się zjednoczenia RFN. Ale gdy zrozumiał, że nie da się go powstrzymać, wysunął przynajmniej alternatywną koncepcję: ograniczenia pola manewru nowych Niemiec poprzez wprowadzenie euro. Ale i w tej wizji nie było miejsca na pełną integrację Polski z Zachodem, z którą Paryż nie pogodził się do dziś.