W Anglii doszło do tragedii: hałda węgla runęła na szkołę w walijskim mieście. Minister edukacji podał się do dymisji, choć pewnie wcześniej o istnieniu szkoły ani hałdy nie wiedział. Morał był prosty: jest coś takiego jak polityczna odpowiedzialność.
Premier Tusk broniący w Sejmie szefa MON Bogdana Klicha miał rację, dowodząc, że można tę zasadę sprowadzić do absurdu. Czy każdy wypadek, tragedia, przypadek, to powód do odwołania ministra? Niekoniecznie. Wprawdzie można by Tuskowi przypomnieć, że PO wysoko wyśrubowała standardy, czyniąc w 2006 roku z nożowniczego incydentu powód do rozważań na temat strasznej atmosfery panującej pod rządami PiS. Ale niekoniecznie trzeba naśladować.