Reklama

Karl-Theodor zu Guttenberg dopuścił się plagiatu?

Niemiecki piątek Piotra Semka

Publikacja: 17.02.2011 23:59

Piotr Semka

Piotr Semka

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński

Niemiecki minister obrony Karl-Theodor zu Guttenberg zmaga się z oskarżeniami o nafaszerowanie swojej rozprawy doktorskiej cytatami z obcych źródeł bez zaznaczenia cudzego autorstwa.

W Niemczech, gdzie silny wpływ na mentalność zbiorową miał i ma protestantyzm, zarzut kłamstwa jest traktowany niezwykle poważnie. Dla czołowego polityka rządu może być zabójczy.

Zaczęło się od zarzutu profesora prawa z Bremy Andreasa Fischer-Lescano, który czytając pracę doktorską złożoną przez zu Guttenberga na uniwersytecie w Bayreuth poczuł, że gdzieś już czytał podobne teksty.

Gdy afera trafiła do mediów, a internauci dobrali się do pracy zu Guttenberga, rozpoczął się internetowy quasi-lincz. Znany austriacki medioznawca Stefan Weber wezwał by przysyłać do niego wszystkie podejrzane koincydencje w pracy. Ponoć ma już 29 budzących wątpliwości fragmentów pracy doktorskiej obecnego ministra.

Teraz "Spiegel" i dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" informują o coraz większej liczbie podejrzanych podobieństw. Sam minister odrzuca wszelkie zarzuty. Twierdzi, że wszystkie fragmenty uważane za plagiat pisał sam i głosi, iż w najbliższym czasie obroni swoją kwestionowaną wiarygodność.

Reklama
Reklama

Uniwersytet w Bayreuth, który obdarzył zu Guttenberga tytułem doktora praw, dał ministrowi dwa tygodnie na pisemne wyjaśnienie zarzutów o plagiat.

Zu Guttenbergowi nie pomoże w jego społecznym odbiorze wylot po wybuchu afery do niemieckich żołnierzy w Afganistanie. Komentatorzy kwaśno pytają: Czy baza Bundeswehry, gdzie młodzi żołnierze narażają na co dzień życie ma być azylem dla polityka uciekającego od zarzutów o kłamstwo?

Tak czy inaczej zła passa ściga Ministra Obrony RFN od półtora miesiąca. Najpierw zaatakowano go za praktyki przeglądania listów żołnierzy Bundeswehry w Afganistanie, potem obwiniano go o współodpowiedzialność za samobójczą śmierć jednego z żołnierzy, aż wreszcie obarczono go odpowiedzialnością za niezdrowe warunki, które panowały między kadrą oficerską a kadetami na żaglowcu szkoleniowym Bundesmarine "Gorch Fock".

Afera plagiatowa może teraz naprawdę podciąć mu nogi.

Jak jadowicie wskazał niechętny zu Guttenbergowi polityk Zielonych Jürgen Trittin - "tym razem po raz pierwszy pan minister nie może zepchnąć odpowiedzialności za aferę na kogoś innego".

Ton Schadenfreude, który pobrzmiewa u wielu komentatorów afery jest reakcją na status cudownego dziecka niemieckiej polityki. Zu Guttenberg skutecznie rozpościerał go wokół siebie od 2009 roku, gdy wszedł do poprzedniego jeszcze rządu Angeli Merkel.

Reklama
Reklama

Piękna blond żona, nienaganne maniery i lekko tylko skrywane kanclerskie ambicje ściągały na niego niechęć całej palety wrogów - od lewa do prawa.

Wielu rywali tylko marzy o tym aby wypchnąć go na zieloną trawkę. "Nie o górę się potkniesz, a o kamień" - mówi stare przysłowie. Zu Guttenberg już się czegoś na ten temat dowiedział.

Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Niefortunny komunikat ambasadora Rose'a
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Koniec New START to zła wiadomość dla Rosji i szansa dla Donalda Trumpa
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Rozmienianie RBN na drobne. Duży błąd Karola Nawrockiego
Komentarze
Bogusław Chrabota: Stygmatyzowanie Włodzimierza Czarzastego jest wbrew prawu?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama