Ale spóźniona miłość okazała się jednostronna. Średnio co trzecia moneta wpada jedną szparą, wylatuje drugą. Odbywa się widowisko: człowiek zgromadził 3,60 zł (jeden bilet) albo 7,20 zł (dwa bilety), ale efekt zawsze niepewny. Bilon wybrakowany, biletomat niesprawny? Pytanie godne człowieka XXI wieku.
Zbiegło się to z innym zjawiskiem: wiele kiosków w Warszawie nie ma jak na komendę biletów. Kiedy oponuję, że tyle lat tradycji idzie na marne, kioskarka puka się w głowę i odsyła do biletomatów. A tam wojna z bilonem!