Reklama

Stymulatorzy

Przywódcy państw grupy G8 podczas ostatniego szczytu w Camp David poparli wychodzenie z kryzysu zadłużeniowego w strefie euro przez „stymulowanie wzrostu gospodarki".

Publikacja: 22.05.2012 20:19

Robert Gwiazdowski

Robert Gwiazdowski

Foto: Fotorzepa, Rob Robert Gardziński

W oficjalnym  komunikacie stwierdzili, że „imperatywem jest promowanie wzrostu i tworzenia miejsc pracy", by „wzmacniać wiarę w odzyskiwanie sił przez gospodarkę".

Wiara czyni cuda. A już tylko cud może uratować zadłużoną po dziurki w nosie europejską gospodarkę w jej obecnej zbiurokratyzowanej postaci. Nie do wszystkich to jednak dociera.

Głównym orędownikiem stymulacji jest nowy przywódca Francji Francois Hollande. Ma licznych sojuszników. W Grecji jest nim na przykład Alexsis Tsipras - na razie przywódca lewicowej koalicji Syriza, ale po wyborach 16 czerwca być może nawet nowy przywódca Grecji.

Skoro bowiem Europa chce się bardziej stymulować, to dlaczego Grecji takiej samej stymulacji zabrania? Czy chodzi o to, kto się stymuluje czy jak mocno? Jak Grecja, to źle, a jak Francja to dobrze? Jak za mocno, to niedobrze, a jak w sam raz, to dobrze? Ale kiedy jest dobrze?

Do niedawna utrzymywano, że bezpieczny poziom stymulacji to mniej więcej do 60 proc. długu do PKB. Tak też było przez lata, aż do 2009 roku. Dziś w eurolandzie dług wynosi średnio ponad 80 proc. PKB. Przez trzy lata nastąpił jego wzrost o 1/3! I mają się stymulować dalej. Tym razem europejscy lekarze gospodarki, pomni przykrego doświadczenia z wyznaczaniem limitu stymulacji na poziomie 60 proc., nie podają już żadnej nowej maksymalnej dawki stymulatora.

Reklama
Reklama

Głównym stymulującym ma być oczywiście Europejski Bank Centralny. Do stymulowania zużyje on papier zadrukowany napisami „euro". Przywódcy strefy euro muszą jednak uważać, gdyż ich kraje są członkami Unii Europejskiej, w której obowiązuje program Natura 2000. Może więc niedługo zabraknąć drzew do wycinki na ten papier.

Ale skoro uznaliśmy, że stymulacja Francji jest dobra, a Grecji zła, to możemy równie dobrze uznać, że wycinka drzew pod jakąś fabrykę jest zła, a na pieniądze - dobra. Dialektyka, a żyje jeszcze paru specjalistów od jej stosowania, nie takie rzeczy wytrzymywała. W końcu to nauka o ścieraniu się przeciwieństw i przechodzeniu (skokowo) zmian ilościowych w jakościowe. Widocznie rosnące ilościowo długi Grecji przechodzą (skokowo) w inną jakość w przypadku długu Francji.

Już słyszę argument, że gospodarka Francji jest o wiele silniejsza niż Grecji - więc co może Francja, tego nie może Grecja. Ale czy przypadkiem „siła" gospodarki Francji nie bierze się stąd, że jest ona mocniej wystymulowana?

Autor jest profesorem prawa, adwokatem i prezydentem Centrum im. Adama Smitha

Komentarze
Rusłan Szoszyn: Zamach na generała GRU. Rosja chce wbić klin między Polskę a USA
Komentarze
Bogusław Chrabota: Ciszej nad tą trumną? Spór, który spolaryzował Polskę
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Czy ambasador Tom Rose pomoże Włodzimierzowi Czarzastemu budować silną Lewicę?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa
Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama