No i ogólna niechęć rządu oraz Platformy do zajmowania się tą tematyką. Rząd i jego eksperci nazbyt często przekonywali, że nie ma po co wracać do sprawy. Grubą niezręcznością (delikatnie rzecz ujmując) był też fakt, że współodpowiedzialni za loty polskich VIP-ów w kwietniu 2010 r. były szef Kancelarii Premiera i były szef BOR pracowali dalej jak gdyby nigdy nic. Po katastrofie szef BOR został nawet awansowany, a dziś cieszy się generalską emeryturą. Były szef KPRM właśnie przymierza się do realizacji życiowego marzenia: objęcia placówki dyplomatycznej w Madrycie.