"Kilka miesięcy temu nawet nie mogłabym sobie wyobrazić, że znajdę się w takiej sytuacji, gdy tu będę przemawiać w imieniu mojego narodu" – mówiła Swiatłana Cichanouska w środę podczas wykładu na Uniwersytecie Warszawskim. Tak, kilka miesięcy temu świat nie słyszał o jej istnieniu, tylko specjaliści kojarzyli jej męża – opozycyjnego blogera. Teraz jednak przyjechała do Polski, dokładnie miesiąc po wyborach, miesiąc od chwili, gdy Białorusini rozpoczęli swoje pokojowe, choć brutalnie tłumione, protesty. Symboliczne było to, że Cichanouska była przyjmowana w Warszawie jak głowa państwa. Premier Morawiecki mówił o niej „Swiatłana", bo jest zwyczajem europejskich liderów i szefów rządów przechodzenie na „ty". Wręczył jej też klucze do nowego Domu Białoruskiego w Warszawie udostępnionego przez polski rząd, niejako nadając jej tytuł do reprezentowania narodu białoruskiego.