Często politycy tej samej formacji mówią różne rzeczy po to, by docierać do różnych grup wyborców. Nie inaczej jest z PiS-em. Gdy chce trafić do bardziej radykalnych wyborców, wysyła Antoniego Macierewicza, gdy do przedsiębiorców – Mateusza Morawieckiego. A gdy chce dorzucić do politycznego pieca, wywiadu udziela sam Jarosław Kaczyński.
Ale takie różnicowanie przekazu ma swoje ograniczenia. Przede wszystkim komunikaty nie mogą być ze sobą sprzeczne. Wówczas zamiast utworu rozpisanego na kilka fortepianów otrzymujemy fałsz i kakofonię. I właśnie takie wrażenie można odnieść, słuchając wypowiedzi przedstawicieli obozu rządzącego w sprawie trwających właśnie protestów. Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki starają się tonować napięcie. Prezydent stwierdził, że zna wiele „uczciwych kobiet", które są wyrokiem Trybunału zaniepokojone. Apelował też o przyjęcie rozwiązań ustawowych, które uspokoją nastroje. Tym tropem poszedł premier, mówiąc, że wyrok TK nie dotyczył wad płodu, które mogą wpłynąć na życie lub zdrowie kobiety.