Gdy pisałem felieton pt. „Polska sieje zamęt w sprawie pokoju na Ukrainie”, nie spodziewałem się, że konsekwencje działań premiera mogą być tak dotkliwe.
Amerykanie nie lubią być traktowani instrumentalnie
Otóż serwis Politico ujawnił, że Amerykanie zażądali zmiany zapisów w deklaracji paryskiej na mniej zobowiązujące. Choć wstępny projekt zakładał powstanie sił wielonarodowych z udziałem Stanów Zjednoczonych, przyjęty tekst mówi jedynie o ich wsparciu. Usunięcie wiążących zobowiązań może być wynikiem obaw „dotyczących eskalacji lub krajowych ograniczeń politycznych w Waszyngtonie” – wskazuje Politico. Co ważniejsze, Amerykanie w ogóle odmówili podpisania deklaracji, co było już ustalone, i deklaracja została przyjęta jedynie przez członków koalicji chętnych.
Czytaj więcej
Zaraz po wstrzymaniu walk Kijów otrzyma gwarancje bezpieczeństwa Europejczyków. Po raz pierwszy Stany Zjednoczone zapowiedziały, że się do nich prz...
Nieczęsto się zdarza, by uzgodniony tekst dokumentu był w ostatniej chwili zmieniany. Nie można niestety wykluczyć, że był to efekt opisywanej działalności medialnej premiera Polski 30 grudnia. Nikt nie lubi, a w szczególności Amerykanie, być traktowany instrumentalnie. Po alarmie, jaki wywołała wypowiedź Donalda Tuska w obozie MAGA, administracja chciała uniknąć oskarżeń o niewywiązywanie się z obietnic danych Amerykanom. Do tego doszły oczekiwane trudności z uzyskaniem akceptacji politycznej dla wysłania żołnierzy na Ukrainę.
Czytaj więcej
55 proc. Ukraińców uważa, że Europa w sposób poważny i konsekwentny pomaga Ukrainie oraz dąży do zakończenia wojny na sprawiedliwych warunkach. Tak...
Czy brak gwarancji dla Ukrainy to wina Polski?
W konsekwencji, pisze Agencja Reutera, „rola USA została ograniczona w porównaniu z wcześniejszym projektem, w szczególności poprzez usunięcie zapisów określających wykorzystanie amerykańskich zdolności do wsparcia wielonarodowych sił na Ukrainie”. Prezydent Wołodymyr Zełenski musiał ostatecznie przyznać, że w Paryżu nie otrzymał jasnych gwarancji obrony Ukrainy przed ewentualnym atakiem Rosji.
Nie można oczywiście wykluczyć, że do tak niekorzystnego rozwoju sytuacji doszłoby także bez przywoływanej wypowiedzi Donalda Tuska, która mogła być jedynie katalizatorem głębszych procesów. Czasu nie można jednak cofnąć i tego już się nie dowiemy. Polska odebrała bolesną lekcję, choć cenę za jej błędy płaci przede wszystkim Ukraina.