Gdy pisałem felieton pt. „Polska sieje zamęt w sprawie pokoju na Ukrainie”, nie spodziewałem się, że konsekwencje działań premiera mogą być tak dotkliwe.

Amerykanie nie lubią być traktowani instrumentalnie

Otóż serwis Politico ujawnił, że Amerykanie zażądali zmiany zapisów w deklaracji paryskiej na mniej zobowiązujące. Choć wstępny projekt zakładał powstanie sił wielonarodowych z udziałem Stanów Zjednoczonych, przyjęty tekst mówi jedynie o ich wsparciu. Usunięcie wiążących zobowiązań może być wynikiem obaw „dotyczących eskalacji lub krajowych ograniczeń politycznych w Waszyngtonie” – wskazuje Politico. Co ważniejsze, Amerykanie w ogóle odmówili podpisania deklaracji, co było już ustalone, i deklaracja została przyjęta jedynie przez członków koalicji chętnych.

Czytaj więcej

Po spotkaniu w Paryżu. Europa nie odda Ukrainy

Nieczęsto się zdarza, by uzgodniony tekst dokumentu był w ostatniej chwili zmieniany. Nie można niestety wykluczyć, że był to efekt opisywanej działalności medialnej premiera Polski 30 grudnia. Nikt nie lubi, a w szczególności Amerykanie, być traktowany instrumentalnie. Po alarmie, jaki wywołała wypowiedź Donalda Tuska w obozie MAGA, administracja chciała uniknąć oskarżeń o niewywiązywanie się z obietnic danych Amerykanom. Do tego doszły oczekiwane trudności z uzyskaniem akceptacji politycznej dla wysłania żołnierzy na Ukrainę.

Czytaj więcej

Sondaż: Ukraińcy ufają Europie, coraz mniej Stanom Zjednoczonym

Czy brak gwarancji dla Ukrainy to wina Polski?

W konsekwencji, pisze Agencja Reutera, „rola USA została ograniczona w porównaniu z wcześniejszym projektem, w szczególności poprzez usunięcie zapisów określających wykorzystanie amerykańskich zdolności do wsparcia wielonarodowych sił na Ukrainie”. Prezydent Wołodymyr Zełenski musiał ostatecznie przyznać, że w Paryżu nie otrzymał jasnych gwarancji obrony Ukrainy przed ewentualnym atakiem Rosji.

Nie można oczywiście wykluczyć, że do tak niekorzystnego rozwoju sytuacji doszłoby także bez przywoływanej wypowiedzi Donalda Tuska, która mogła być jedynie katalizatorem głębszych procesów. Czasu nie można jednak cofnąć i tego już się nie dowiemy. Polska odebrała bolesną lekcję, choć cenę za jej błędy płaci przede wszystkim Ukraina.