Uroczyście obchodzona na Westerplatte 86. rocznica wybuchu II wojny światowej skłania do refleksji na temat kampanii wrześniowej. Lista zakupów uzbrojenia dla naszej armii przywodzi mi na myśl wspomnienia Henryka Żuka, szefa ekspozytury wywiadu „Pralnia 2”, skazanego w procesie pierwszego Zarządu Głównego WiN. W swojej książce „Na szachownicy życia” wskazywał on, że będąc w Szkole Podchorążych Artylerii w Toruniu trzykrotnie starał się o przydział do artylerii motorowej, jednak jego prośbę odrzucano z uwagi na to, że był zbyt dobrym jeźdźcem. „W Niemczech – pisze Żuk – gorączkowo rozbudowywały się wojska zmotoryzowane, szczególnie jednostki pancerne, a u nas dalej kurczowo trzymano się konia.” Oszczędzę państwu opisu starcia wojsk niemieckich z naszą artylerią konną w pierwszych dniach wojny.
Polskie wojsko wygląda coraz lepiej. Ale czy nie jest przestarzałe?
Trzeba przyznać, że defilada 15 sierpnia 2025 r. wyglądała znacznie lepiej, niż jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy to postronni obserwatorzy dopytywali, czy to jest wojsko, czy może grupy rekonstrukcyjne. Trudno jednak odpędzić wątpliwości, czy te czołgi, samoloty i helikoptery, które tak nagminnie kupujemy, nie są jak te przysłowiowe konie z 1939 r. Wojna Rosji z Ukrainą wykazuje, że w przyszłym konflikcie zbrojnym będą liczyć się drony, artyleria, rakiety i ochrona nieba. A my cieszymy się jak dzieci, że kupimy jeszcze 1000 czołgów z Korei oraz kilkaset z USA i będziemy mieli ich więcej od Brytyjczyków, Francuzów i Niemców razem wziętych. W czasie, kiedy czołgi stały się na Ukrainie przedmiotem polowań za pomocą tanich dronów. Czy znowu będziemy o jedną wojnę do tyłu?
Czytaj więcej
Polacy najwyraźniej wychodzili sobie święto, skoro nie ma już nawet dyskusji o tym, czy w rocznicę bitwy warszawskiej organizować defiladę. 15 sier...
Rosjanie szybko przekłuli nasz nadęty balon narodowej dumy za pomocą jednego drona, od którego wybuchu w polu kukurydzy powypadały szyby w okolicznych domach. A gdyby tak ten dron poleciał nieco ponad sto kilometrów dalej i roztrzaskał żyrandol, pod którym lubią obradować ważne osoby na temat bezpieczeństwa kraju?
Kto obroni nas przed rosyjskim imperializmem?
Minister Radosław Sikorski nie stracił okazji, by zapewnić, że „najważniejszą misją Polski wobec NATO jest obrona naszego własnego terytorium”, co oznacza, że wojsk do misji stabilizacyjnej na Ukrainie nie wyślemy. Nic dziwnego, że Rosja triumfuje.
Czytaj więcej
Polska przeprowadza największą transformację wojskową w swojej powojennej historii. W ciągu zaledwie pięciu lat wydatki na obronność wzrosły z 50 m...
Polska żołnierzy nie wyśle, ale zrobią to Litwini i Estończycy, którzy razem z Brytyjczykami, Francuzami i Niemcami będą bronić naszego bezpieczeństwa przed rosyjskim imperializmem. Prezydent Karol Nawrocki przyjął więc przywódców państw bałtyckich przed wizytą w Waszyngtonie, by ich zapewnić, że wesprzemy ich logistycznie, ale tylko na terytorium naszego kraju. Wygląda na to, że najgorszy dla nas scenariusz to zakończenie wojny. Wtedy ruch lotniczy nad Ukrainą zostanie wznowiony, a my zostaniemy z lotniskiem w Jasionce jak Himilsbach z angielskim.