Pozornie nic strasznego się nie stało. Warszawy nie zdemolowano, a Stadion Narodowy nie spłonął podczas koncertu Maksa Korża. Było trochę zamieszania, śmieci i trochę młodzieżowego „dymu”. Nikt nie został pobity, a szkody materialne są niewielkie. Pozornie więc wszystko to powinno się spotkać ze spokojną, rutynową reakcją służb. Tyle tylko że te niekoniecznie ekstremalne wydarzenia wpisują się w bardzo niebezpieczny kontekst, jakim jest polska polityka.
Reakcja na koncert Maksa Korża, czyli polska polityka idzie na prawo
Od dawna świetnie wiemy, a kampania prezydencka tylko z całą mocą to potwierdziła, że tematyka migrancka, a coraz częściej także kwestia relacji polsko–ukraińskich, to tygiel wypełniony niezwykle gorącymi emocjami. Ogień pod nim płonie z coraz mocniejszą siłą i może wywołać dla jednych niechciane, dla innych pożądane skutki.
Czytaj więcej
Białoruski raper Maks Korż, który musiał opuścić Białoruś po gestach solidarności z Ukrainą i krytyce Łukaszenki, wystąpi 9 sierpnia 2025 r. na PGE...
Ostatnie polskie wybory pokazały nie tylko banał, że na tematyce antyimigranckiej można robić dużą politykę, ale też coś więcej: systematycznie nakręcany mechanizm radykalizmu, w którym jest sporo miejsca na skrajne formy nacjonalizmu czy nawet antysemityzm à la poseł Braun. Nie jesteśmy tu zresztą oryginalni. To trend światowy, którego osią jest Trumpowski ruch MAGA. Świat przesuwa się na prawo. I dotyczy to nie tylko populistycznej międzynarodówki, w którą wpisuje się w Polsce PiS, ale również partii dotąd liberalnych, które z wolna przechodzą na pozycje nowych suwerenistów i obrońców godności narodowej. To naturalna reakcja na ofensywę populistów.
Donald Tusk próbuje zapanować nad antyimigranckimi emocjami
Donald Tusk świetnie to rozumie, dlatego w kwestii sprawców niepokojów w Warszawie i na Stadionie Narodowym nie miał innego wyjścia niż ogłoszenie polityki „zero tolerancji”. Gdyby się zawahał, wykazał chwilę słabości wobec zatrzymanych, podsyciłby tylko ogień pod coraz gorętszym tyglem antyimigranckich emocji.
Po trzech latach nad Wisłą Ukraińcy muszą być traktowani jak wszyscy inni. Nie tylko przestrzegać tych samych reguł, ale z większym respektem podchodzić do uczuć gospodarzy; zrozumieć, że czerwono-czarna flaga w Warszawie znaczy mniej więcej tyle, co propagowanie w Kijowie wizerunku Putina
Wydalając z Polski 63 Ukraińców i Białorusinów, premier próbuje zarządzać zbiorową emocją; przygasić ogień, z którego może wybuchnąć wielki pożar. Dla przyjaciół z walczącej Ukrainy to szok, bo dotąd nasi goście znad Dniepru doświadczali w Polsce taryfy ulgowej. Ta jednak się kończy; po trzech latach nad Wisłą Ukraińcy muszą być traktowani jak wszyscy inni. Nie tylko przestrzegać tych samych reguł, ale z większym respektem podchodzić do uczuć gospodarzy; zrozumieć, że czerwono–czarna flaga w Warszawie znaczy mniej więcej tyle, co propagowanie w Kijowie wizerunku Putina.
I całkiem już na koniec: jeśli jedna i druga strona nie dołoży starań do ograniczenia emocji, płomień wzajemnych uprzedzeń zajmie stos, na którym spłonie wszystko dobre, co się wydarzyło między Polską i Ukrainą po 2022 roku. A skorzysta na tym tylko Putin.