Michał Płociński: Kanał sejmowy hitem Youtube’a. Dlaczego Polacy pokochali „Sejmflix” akurat teraz

Młodzi oglądają obrady Sejmu tak, jak wcześniej oglądali seriale Netfliksa czy gry wideo. Niby nudny spektakl sejmowy zaczął przyciągać nagle ogromną widownię. I jest to zasługą nie tylko Szymona Hołowni. Co takiego się zmieniło w nowym parlamencie?

Publikacja: 26.11.2023 13:10

Szymon Hołownia może się świetnie sprawdzić jako marszałek Sejmu, ale jeśli będzie wyskakiwał w co d

Szymon Hołownia może się świetnie sprawdzić jako marszałek Sejmu, ale jeśli będzie wyskakiwał w co drugim filmiku na Youtubie, widownia za półtora roku się nim zwyczajnie znudzi

Foto: PAP/Paweł Supernak

Nawet kilka dni po obradach transmisje na żywo z sali plenarnej wciąż utrzymują się na tzw. karcie na czasie YouTube’a. Oficjalny kanał Sejmu RP ma już ponad 200 tys. subskrybentów – ich liczba w niecałe dwa tygodnie się potroiła. 13 listopada, podczas posiedzenia inaugurującego nowy parlament, transmisję obejrzało ponad 900 tys. internautów i była trzecim najpopularniejszym filmem na całym Youtubie. A to przecież serwis, z którego korzystają najchętniej młodzi.

Czytaj więcej

Sejm na YT coraz bardziej popularny. Hołownia: Może będziemy w stanie wycisnąć więcej

Jasne, nowy Sejm może ciekawić, ale jednak sama zmiana parlamentarnej władzy nie wystarczy jako odpowiedź, dlaczego kanał sejmowy zyskał taką widownię. Oglądalność pierwszego posiedzenia nie była w końcu jednostkowym przypadkiem, wysokie liczby wyświetleń – ponad 600 tys. – utrzymały się przez kolejne dni obrad.

Dlaczego oglądanie kanału sejmowego stało się modne

Trochę mnie zaskoczyło, przyznam, jak znajomi zaczęli opowiadać, że u nich w biurach, gdzie pracują głównie młodzi ludzie, zaczęto włączać na „open space'ie” obrady Sejmu tak, jak wcześniej włączano np. streaming popularnych gier wideo, w które wszyscy grają. Po prostu lecą sobie w tle, a jak dzieje się coś ciekawego, wszyscy przerywają pracę, by chwilę to pokomentować między sobą. Może to jednostkowe przypadki warszawskich biur, ale i tak jest to superciekawe. W końcu nie przypadkiem powstał termin „Sejmflix” – bo młodzi oglądają obrady Sejmu jak popularny serial Netfliksa.

Teraz role się odwróciły, w biurach można się pośmiać z satysfakcją, że to „nasi” uciszają „onych”, a nie na odwrót

Wcześniej niby też można było tak włączać kanał sejmowy, bo za PiS czasem również sporo się działo na sali obrad. Dlaczego więc tego nie robiono? Prosta odpowiedź, jaka się nasuwa jako pierwsza: bo jednak na sali tej rządzili ci, których w warszawskich biurach raczej się nie lubi. Jeśli więc nawet to był show, to show pod dyktando PiS. Teraz role się odwróciły, w biurach można się pośmiać z satysfakcją, że to „nasi” uciszają „onych”, a nie na odwrót. Ale znowu mam wrażenie, że ta prosta odpowiedź nie wystarczy.

W nowym Sejmie role zostały rozpisane dużo ciekawiej

Tym razem politycy nie tylko zamienili się rolami, ale wręcz rozpisali je na nowo. To jeden z tych momentów, gdy wszyscy się dobitnie przekonujemy, dlaczego demokratyczny system parlamentarny nazywany bywa sceną polityczną. Bo to naprawdę jest teatr, a grają w nim polityczni aktorzy.

Czasem zamieniają się oni rolami jeden do jednego, np. gdy zdobywają władzę i zaczynają robić dokładnie to, co wcześniej robił poprzedni rząd, a co oni, jeszcze z ław opozycyjnych, głośno krytykowali. I na odwrót: nowa opozycja zaczyna krytykować rząd dokładnie za to samo, co wcześniej sama robiła, siedząc w ławach rządowych. Ale czasem na tej scenie pojawiają się nowi aktorzy albo niektóre role, te dawniej bez większego znaczenia dla dramaturgii, zyskują zupełnie nową moc. I wtedy scena polityczna nie tylko się odwraca, ale i rozpoczyna się na niej zupełnie nowy, nieznany wcześniej spektakl.

Jestem przekonany, że właśnie z tym mamy do czynienia – i widzowie to w mig wychwycili. Dla wielu, szczególnie młodych, to wręcz pierwszy taki spektakl, gdzie sejmowa polityka naprawdę ma znaczenie. Nagle pojawiła się w nim nowa ważna rola: marszałka Sejmu – silnego, niezależnego, po prostu istotnego. I dramat przestał się rozgrywać wyłącznie między rządem a opozycją, gdzie każdy z aktorów miał rozpisane bardzo proste role: za czy przeciw. Wydaje się, że wreszcie do Sejmu zawitała fabuła z prawdziwego zdarzenia, dziejące się tam rzeczy są trudniejsze do przewidzenia. A co więcej: rzeczywiście to tam rozgrywa się prawdziwa akcja, a nie gdzieś w partyjnych kuluarach. Jak pisał Michał Kolanko: do Sejmu wróciła polityka, decyzje nie są podejmowane już wyłącznie w biurach partyjnych.

Czytaj więcej

Michał Kolanko: Polityki nie da się już uprawiać tak, jak robił to PiS

Jaka w tym rola Szymona Hołowni

Postawiłbym tezę, że w obecnym układzie parlamentarnym każdy, kto zostałby marszałkiem, zyskałby ważną rolę. A jeśli już został nim ktoś z tzw. partii trzecich, czyli nie z PiS ani z PO, rola ta stała się wręcz kluczowa, pewnie nawet ciekawsza niż rola premiera, a na pewno już niż lidera opozycji. Bo marszałek rozgrywa własną grę. Ale jednak gdy został nim akurat Szymon Hołownia, to dodatkowo dorzucił jeszcze coś od siebie: doprawił tę rolę telewizyjnym sznytem i dobrze sprzedający się w serwisach społecznościowych ciętym językiem. Trudno, żeby po latach panowania w Sejmie zwyczajnie nudnych Marka Kuchcińskiego i Elżbiety Witek, sama taka zmiana personalna nie spotkała się z dużym zainteresowaniem widowni. Ale jestem jednak przekonany, że ważniejsza jest sama nowa rola marszałka niż osoba, która ją gra.

Marszałek lubi sobie pożartować na konferencjach prasowych, ale polityka to jednak dramat, nie komedia

Szczególnie że wiara sztabowców Szymona Hołowni w to, że ta rola bezwzględnie pomoże mu w walce o fotel prezydencki, wydaje się nieco naiwna. Marszałek lubi sobie pożartować na konferencjach prasowych, ale polityka to jednak dramat, nie komedia. A wracając do netfliksowej analogii – w drugim sezonie widzowie chcą dramaturgii, załamania akcji, wprowadzenia nowych postaci.

Szymon Hołownia może się więc świetnie sprawdzić jako marszałek Sejmu, ale jeśli będzie wyskakiwał w co drugim filmiku na Youtubie, widownia za półtora roku się nim zwyczajnie znudzi. Dla jego marzeń o prezydenturze to będzie bolesne. Ale wtedy jednak przyjdzie nowy marszałek rotacyjny – i drugi sezon „Sejmfliksa” może odzyskać widownię.

Nawet kilka dni po obradach transmisje na żywo z sali plenarnej wciąż utrzymują się na tzw. karcie na czasie YouTube’a. Oficjalny kanał Sejmu RP ma już ponad 200 tys. subskrybentów – ich liczba w niecałe dwa tygodnie się potroiła. 13 listopada, podczas posiedzenia inaugurującego nowy parlament, transmisję obejrzało ponad 900 tys. internautów i była trzecim najpopularniejszym filmem na całym Youtubie. A to przecież serwis, z którego korzystają najchętniej młodzi.

Pozostało 93% artykułu
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Po II turze wyborów samorządowych. Dwóch wygranych, dwie Polski
Komentarze
II tura wyborów samorządowych. KO wygrywa, ale przed wyborami do PE ma o czym myśleć
Komentarze
Paweł Łepkowski: Joe Biden czy Donald Trump? Ameryka stoi przed fatalnym wyborem
Komentarze
Bogusław Chrabota: Pomoc dla Ukrainy. Amerykańska nadzieja i europejski realizm
Komentarze
Michał Płociński: Uprzedzony jak liberalna europosłanka. Kogo dyskryminuje Danuta Hübner?