Artur Bartkiewicz: Wywiad prezydenta dla "Sieci". Andrzej Duda wybrał bycie prezydentem PiS

Wywiad, którego Andrzej Duda udzielił tygodnikowi „Sieci” zapowiada zimną wojnę między prezydentem a nową większością parlamentarną. Jest jednocześnie dowodem na to, że prezydent postanowił być prezydentem wszystkich Polaków, pod warunkiem, że są to Polacy głosujący na PiS.

Publikacja: 19.11.2023 15:35

Andrzej Duda podczas spotkania z Szymonem Hołownią

Andrzej Duda podczas spotkania z Szymonem Hołownią

Foto: PAP/Leszek Szymański

Andrzej Duda przekonuje, że w czasie konsultacji w Pałacu Prezydenckim przedstawiciele nowej większości nie przekonali go, że warto powierzyć im misję tworzenia rządu. Cóż, jeśli dysponowanie 248 mandatami w Sejmie, a więc liczbą o 17 większą niż wynosi bezwzględna większość prezydenta nie przekonało, to trudno powiedzieć co musiałaby zrobić była już opozycja, aby przekonać głowę państwa. Chyba, że chodziło o to, aby wskazała Mateusza Morawieckiego albo jeszcze lepiej Jarosława Kaczyńskiego na premiera. Bo można postawić orzechy przeciwko dolarom, że gdyby Donald Tusk przyszedł do prezydenta ze składem rządu, usłyszałby, że nazwiska ministrów są, ale gdzie są wiceministrowie? A gdyby przedstawił i wiceministrów, wówczas okazałoby się, że nie podał nazwisk dyrektorów departamentów. Prezydent postanowił po prostu, że innej większości niż PiS nie zaakceptuje – i tylko dla zachowania pozorów uprawia sofistykę próbując uzasadnić swoją decyzję inaczej.

Czytaj więcej

Prezydent Andrzej Duda krytykuje opozycję. „Realizowana jest specyficzna forma odwetu”

Andrzej Duda próbuje kruszyć koalicję KO-PSL-Polska 2050-Nowa Lewica

Ale prezydent na tym nie poprzestaje, bo wyraźnie próbuje wkładać kije w szprychy nowej koalicji. – W bardzo ważnych, fundamentalnych kwestiach podczas tych rozmów przedstawiciele poszczególnych obozów politycznych, deklarujących dzisiaj stworzenie koalicji, mówili zupełnie odmienne rzeczy. Choćby dotyczące kluczowych kwestii odnoszących się do suwerenności Polski – mówi sugerując, że jedność tworzącej się większości można rozbić. Nietrudno zgadnąć na jaki rozłam prezydent w przyszłości liczy – ma nadzieję, że konserwatywnej części PSL w końcu będzie nie po drodze z lewicą i liberałami. Tak zresztą miałaby wyglądać owa „koalicja polskich spraw”, o którą 13 listopada apelowali i prezydent, i premier, a którą Mateusz Morawiecki kreślił też w piątkowym wywiadzie dla „Faktu”. Prezydent najwyraźniej chce być aktywnym akuszerem takiej ludowo-narodowej koalicji PiS, PSL i Konfederacji. I można przypuszczać, że docelowo widzi siebie, a nie Mateusza Morawieckiego, jako tego, który będzie w tej koalicji grał pierwsze skrzypce.

Czeka nas zimna wojna dwóch ośrodków władzy wykonawczej, z której jednej strony będzie ostrzeliwanie rządu wetami, z drugiej, zapewne, obchodzenie prezydenta uchwałami i rozporządzeniami

Czeka nas wojna Andrzeja Dudy z rządem Donalda Tuska

Tym samym jednak prezydent – czego wywiad dla „Sieci” jest dowodem – postanowił zostać prezydentem PiS, co zapowiada nam kohabitację, przy której wojna o krzesło w czasie trudnej współpracy koalicji PO-PSL ze śp. Lechem Kaczyńskim może okazać się dziecinną igraszką. Partyjny prezydent oznaczać będzie bowiem, że ta instytucja systemu politycznego, której zadaniem powinno być raczej łagodzenie sporów, będzie zajmować się dolewaniem oliwy do ognia. Innymi słowy czeka nas zimna wojna dwóch ośrodków władzy wykonawczej, z której jednej strony będzie ostrzeliwanie rządu wetami, z drugiej, zapewne, obchodzenie prezydenta uchwałami i rozporządzeniami – przy jednoczesnej litanii oskarżeń z jednej i drugiej strony o łamanie reguł demokracji.

Andrzej Duda przekonuje, że w czasie konsultacji w Pałacu Prezydenckim przedstawiciele nowej większości nie przekonali go, że warto powierzyć im misję tworzenia rządu. Cóż, jeśli dysponowanie 248 mandatami w Sejmie, a więc liczbą o 17 większą niż wynosi bezwzględna większość prezydenta nie przekonało, to trudno powiedzieć co musiałaby zrobić była już opozycja, aby przekonać głowę państwa. Chyba, że chodziło o to, aby wskazała Mateusza Morawieckiego albo jeszcze lepiej Jarosława Kaczyńskiego na premiera. Bo można postawić orzechy przeciwko dolarom, że gdyby Donald Tusk przyszedł do prezydenta ze składem rządu, usłyszałby, że nazwiska ministrów są, ale gdzie są wiceministrowie? A gdyby przedstawił i wiceministrów, wówczas okazałoby się, że nie podał nazwisk dyrektorów departamentów. Prezydent postanowił po prostu, że innej większości niż PiS nie zaakceptuje – i tylko dla zachowania pozorów uprawia sofistykę próbując uzasadnić swoją decyzję inaczej.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Cesarzowa Urszula. Czy udźwignie wyzwania stojące przed Europą
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dlaczego Donald Tusk niechcący bardzo pomógł Marcinowi Romanowskiemu
Komentarze
Paweł Łepkowski: Dlaczego J.D. Vance nie chce pomagać Ukrainie, ale Izraelowi – jak najbardziej?
Komentarze
Aleksandra Ptak-Iglewska: Uber traci kierowców. Dlaczego dla pasażera to może być dobra wiadomość?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Wojna o ambasadorów szkodzi wszystkim