Łagodna wersja oceny chińskiej podróży prezydenta Francji i związanych z nią jego wypowiedzi: Złe miejsce, zły czas wybrał sobie na podważanie przywódczej roli Ameryki w obronie Zachodu i demokracji. Ostra wersja: Emmanuel Macron ma taką obsesję na punkcie Stanów Zjednoczonych, że starając się osłabić więzi transatlantyckie, jest skłonny stawiać na zagrażające światu dyktatury. Jest jeszcze dodatkowa: Dla uzyskania uprzywilejowanej pozycji francuskich przedsiębiorstw na wielkim chińskim rynku francuski prezydent jest gotów zrobić i powiedzieć wszystko.