Łagodna wersja oceny chińskiej podróży prezydenta Francji i związanych z nią jego wypowiedzi: Złe miejsce, zły czas wybrał sobie na podważanie przywódczej roli Ameryki w obronie Zachodu i demokracji. Ostra wersja: Emmanuel Macron ma taką obsesję na punkcie Stanów Zjednoczonych, że starając się osłabić więzi transatlantyckie, jest skłonny stawiać na zagrażające światu dyktatury. Jest jeszcze dodatkowa: Dla uzyskania uprzywilejowanej pozycji francuskich przedsiębiorstw na wielkim chińskim rynku francuski prezydent jest gotów zrobić i powiedzieć wszystko.
Jedna wojna trwa od kilkunastu miesięcy, wywołana przez Rosję, druga wisi w powietrzu – mogą ją rozpocząć Chiny, które oficjalnie głoszą konieczność „zjednoczenia” chińskich ziem, czyli podbicia Tajwanu. W takim momencie Emmanuel Macron podczas wielogodzinnego spotkania z Xi Jinpingiem snuje rozważania o „autonomii strategicznej” Europy. Z tym samym Xi, który zamierza „jednoczyć”. I który odwiedził Putina na Kremlu zaraz po tym, jak haski trybunał wydał na rosyjskiego przywódcę nakaz aresztowania za zbrodnie wojenne.
Czytaj więcej
Przywódca Chin Xi Jinping zorganizował francuskiemu prezydentowi Emmanuelowi Macronowi niezwykle wystawne przyjęcie podczas wizyty państwowej, co n...
„Autonomia strategiczna” to francuski pomysł na bezpieczeństwo Europy bez wsparcia Ameryki. W naszym regionie zawsze brzmiał źle. Także przed rozpoczęciem rosyjskiej wielkiej inwazji na Ukrainę – Macron forsował ją w Parlamencie Europejskim parę tygodni wcześniej, gdy dziesiątki tysięcy rosyjskich żołnierzy stały u ukraińskich granic, i to w wersji, którą dzisiaj – miejmy nadzieję – sam uważa za niemożliwą: we współpracy z Rosją.
Teraz w wywiadzie dla serwisu Politico znowu ogłosił, że chce Francję i całą Europę uniezależniać od USA, realizować plan „autonomii strategicznej”. Chiński kontekst tego uniezależniania dotyczy Tajwanu – Europa, podkreślił, nie może się dać wciągnąć w konfrontację Pekinu i Waszyngtonu związaną z wyspą.
To dyktatury chcą niszczyć demokratyczny świat wszelkimi środkami, włącznie z wojną, a nie demokratyczny świat chce atakować dyktatury
Z jednym można się zgodzić: militarna konfrontacja z Chinami to nie jest dobry pomysł, nie tylko dla Europy. Ale to Chiny dążą do podbicia Tajwanu, tak jak Rosja dążyła i dąży do podbicia Ukrainy. To dyktatury chcą niszczyć demokratyczny świat wszelkimi środkami, włącznie z wojną, a nie demokratyczny świat chce atakować dyktatury – rosyjską i chińską.
Rosja nadal chce zniszczyć Ukrainę, kraj, który płacąc wielką cenę, wybrał drogę na demokratyczny Zachód. I w tym czasie Paryż nawołuje do uniezależniania się od Waszyngtonu, który zbudował sojusz wspierający Kijów.
Jak to nazwać? Dyplomatycznie: zagrażaniem bezpieczeństwu wschodniej części Europy. Bez Ameryki tego bezpieczeństwa nie ma. Nie ma teraz. Nie wiadomo, czy Ameryka zawsze będzie je chciała zapewniać – i to jest problem, z którym trzeba będzie się zmierzyć. Ale nie pod wodzą Macrona, który wyprawą pekińską dowiódł, że troszczy się tylko o rolę Francji. Nie w uściskach z Xi i nie poprzez podważanie sojuszu wspierającego Ukraińców w decydującym momencie najważniejszej wojny.