Ku uciesze niektórych można przypomnieć, że pierwszy gwóźdź w tryby dobrze działającej niemieckiej maszyny wsadzili Polacy. Trzy miesiące po triumfie w Rio de Janeiro pewni siebie mistrzowie świata przegrali w Warszawie z Polską 0:2.

Od tego się zaczęło. Później Niemcy odpadli z mistrzostw Europy we Francji na poziomie półfinału, z mundialu w Rosji już po fazie grupowej, z Euro 2020 - w 1/8 finału a teraz powtórzyli niechlubny wynik z Rosji.

Czytaj więcej

Deutsche Welle: Niemcy nie należą już do piłkarskiej elity

Nie ma w tym przypadku. Ale jaka jest przyczyna? Sami Niemcy tego nie wiedzą, bo gdyby powód znali, to naprawiliby błąd już po pierwszej porażce, a nie czekali na serię.

W ubiegłym roku dokonali tylko zmiany selekcjonera, licząc na świeży powiew. Ale nic to nie dało, bo Hansi Flick, jako asystent Joachima Loewa podczas zwycięskiego mundialu w Brazylii stał się kontynuatorem metod swojego pryncypała, którego zwolniono dlatego, że te metody przestały przynosić zamierzony efekt.

Czytaj więcej

Japonia znów zakwitła! Niemcy za burtą mundialu

Flick nie jest typem rewolucjonisty. Postawił na zawodników Bundesligi, których świetnie zna. Chyba jednak za bardzo przywiązał się do nazwisk, a może nie potrafił połączyć ich w zespół. Thomas Mueller, Serge Gnabry, Leroy Sane, Joshua Kimmich (wszyscy Bayern), Antonio Rudiger (Real), Ilkay Gundogan (Manchester City) lepiej grają w swoich klubach niż w reprezentacji.

Doszło do „zmęczenia materiału”, zamienniki okazały się gorszej jakości, więc maszyna zgrzytała, zgrzytała, aż wreszcie stanęła

Niklas Sule to jakieś nieporozumienie, a wyciągnięcie z niebytu Mario Goetze żeby ratował drużynę to przejaw desperacji trenera. Smutne, że bohater z Maracany, który dał Niemcom tytuł mistrza świata, wtedy noszony na rękach, osiem lat później schodził z boiska wygwizdywany przez niemieckich kibiców.

Nie ma jeszcze następców godnych Miroslava Klosego, Lukasa Podolskiego, Bastiana Schweinsteigera, Philippa Lahma, Tony’ego Kroosa, Mesuta Oezila, Samiego Khediry, Jerome’a Boatenga czy Matsa Hummelsa.

Rozumieli się bez słów, więc tworzyli maszynę. Ale doszło do „zmęczenia materiału”, zamienniki okazały się gorszej jakości, więc maszyna zgrzytała, zgrzytała, aż wreszcie stanęła.