Jeszcze dziś nie brak w Europie głosów tych, którzy twierdzą, że gospodarka rosyjska kwitnie, a Zachód ugina się pod ciężarem własnych sankcji. I to Europejczyków czeka zimą głód, chłód i nędza. Ostatnio w takim tonie przemawiał m.in. lider włoskiej Ligi, Matteo Salvini, który w przeszłości uśmiechał się od ucha do ucha w koszulce z podobizną Władimira Putina, mając w tle mury Kremla.

Salvini ma trochę racji. Sankcje i konsekwencje udzielania pomocy wojskowej Ukrainie, takie jak największy od kilku dekad wzrost inflacji czy zakręcanie kurka z gazem przez Gazprom, będą w Europie odczuwalne. Prawdopodobnie czeka nas zima, w czasie której będziemy dmuchali w dłonie w niedogrzanych pomieszczeniach. Wiele osób musi na jakiś czas zapomnieć o zakupie wymarzonego mieszkania. Ba, wzrośnie pewnie liczba prawdziwych ludzkich dramatów – sytuacji, w której ludzie będą musieli zadawać sobie pytanie, czy opłacić rachunki, czy kupić coś do jedzenia. To wszystko się stanie. Można zaklinać rzeczywistość i wierzyć w cud, ale lepiej pogodzić się z tym, że po latach tłustych nadeszły lata chude.

Czytaj więcej

Wywiad: Rosja masowo odwołuje planowane wysyłanie wojska na Ukrainę

Ale zarazem Salvini i jemu podobni głęboko się mylą, wskazując receptę na nasze problemy. Nie jest nią bowiem odejście do sankcji i pogodzenie się z tym, że Rosja za euro i złotówki uzyskane ze sprzedaży węgla zbuduje kolejne rakiety Kalibr czy Iskandery, które zrzuci na ukraińskie miasta. Europa już raz przerabiała tę lekcję – w 1938 r. Neville Chamberlain, wracając do Londynu po podarowaniu Niemcom Czechosłowacji, cieszył się, że „uratował pokój dla swojego pokolenia”. Rok później rozpoczęła się najbardziej krwawa wojna w historii świata, a Wielka Brytania – cytując Winstona Churchilla – „po tym, gdy wybrała hańbę, i tak miała wojnę”.

Jeśli dziś Ukraina, zamiast kapitulować przed Władimirem Putinem jak Czechosłowacja przed Adolfem Hitlerem, goni za uciekającymi Rosjanami, dzieje się tak dlatego, że my nie wybraliśmy hańby. Wybraliśmy „krew, pot i łzy” Churchilla – ale to przynosi efekty. Ukraina nie zatrzymałaby Rosjan bez amerykańskich HIMARS-ów, bez polskich czołgów i Krabów, bez australijskich transporterów opancerzonych. Ale nie zatrzymałaby ich też bez wywierania presji na rosyjską gospodarkę, odcinania jej od tlenu, pozbawiania dostępu do nowoczesnych technologii, przez co na front jadą pamiętające Leonida Breżniewa czołgi T-62. Nie mamy dziś rosyjskiego gazu i węgla, ale jednocześnie mamy rosyjskie czołgi porzucone w obwodzie charkowskim, a nie gotowe do uderzenia na Zachód na polskiej granicy.

 Najważniejsza jest rozgrywająca się na naszych oczach piękna katastrofa rosyjskiej armii

Oczywiście w tej walce popełniano błędy – nie ustrzegła się ich także Polska. Takim błędem było pospieszne wprowadzenie embarga na rosyjski węgiel, wyprzedzające działanie UE, bez zapewnienia sobie dostaw tego surowca, co zapewne boleśnie odczujemy zimą. Rząd powinien zapewne też zrobić więcej, aby sojusznicy odciążyli nas z części kosztów przyjęcia ukraińskich uchodźców. Być może powinniśmy najpierw otrzymać jakieś gwarancje w kwestii otrzymania sprzętu wojskowego od Niemiec, nim przekazaliśmy nasze czołgi Ukrainie.

Nie to jest jednak dzisiaj najważniejsze. Najważniejsza jest rozgrywająca się na naszych oczach piękna katastrofa rosyjskiej armii. I to, że każdy odzyskany przez Ukrainę kilometr kwadratowy terytorium jest gwarancją tego, że choć wkrótce będzie nam trochę zimno, to jednak będziemy wolni. Nie wybraliśmy hańby, nie będziemy mieć wojny.